Rok 2010, annus horribilis dla kraju i świata (Smoleńsk i to co z niego wynikło, Haiti, wyciek ropy w Zatoce Meksykańskiej, Rosja w ogniu, Euroland zjeżdżający po równi pochyłej wyściełanej żyletkami) prywatnie okazał się bardzo udany dla piszącego te słowa. A ponieważ, parafrazując Tołstoja, wszystkie szczęśliwe lata są do siebie podobne, to ten wpis podsumowujący miniony rok będzie krótki.
Mało w tym roku czytałem rzeczy nowych, zarówno prozy jak rzeczy (popularno)naukowych. Sporo było za to powrotów do starych lektur: Lovecraft, Wolfe, Prus, Jünger i jak zawsze Philip Sherrard. Na półce wciąż czeka Márai, to już dyżurny „półkownik”; z rzeczy świeżych „Chochoły” Szostaka i „Statek” Stefana Mani’ego, polecony przez Frau Blau.
Ale i tak było w tym roku nowej dobrej lektury pod dostatkiem. Palma pierwszeństwa wędruje do Szczepana Twardocha za „Wieczny Grunwald”. Może kiedyś napiszę więcej o tej książce ale na razie się powstrzymam gdyż „Wieczny Grunwald”, wydany w niedużym nakładzie przez Narodowe Centrum Kultury jest w chwili obecnej towarem deficytowym. Podobno w przyszłym roku możemy spodziewać się reedycji w większym wydawnictwie i wtedy, mam nadzieję, dyskusja wokół tej niezwykłej powieści rozgorzeje na dobre.
Z innych mocnych lektur wymienię przede wszystkim trzynasty numer Kronosa. Załoga Rymona Młodszego i Piotra Nowaka odsadziła w tym roku konkurencję o kilka końskich długości. Gdzie jeszcze można przeczytać o metafizycznych i politycznych skutkach przewrotu kopernikańskiego, o koncepcji „Boga biologicznego” Goldberga, zaznajomić się z interpretacją myśli Carla Schmitta jako współczesnego apokaliptyka i przeczytać jego słynny i niechlubny artykuł „Führer jest obrońcą prawa”?
Zapadło mi też w pamięć „Oko wędrowca”, itineraria serbskiego pisarza, architekta i malarza Milety Prodanovića. Krótkie szkice o Śródziemnomorzu, często poświęcone błahym z pozoru szczegółom. Samochód z rogami na greckiej wyspie, stara waga na ochrydzkiej ulicy, samotna oliwka w dalmackiej wsi, rzeźba przedstawiająca nie wiadomo kogo w jakiejś włoskiej mieścinie… wszystko może posłużyć jako początek frapującej, nie epatującej nadmierną „artystowską” erudycją refleksji.
I jeszcze dwie niezłe książki, wydana przez Kosika nastrojowa, szkatułkowa powieść „Eremanta” Joanny Skalskiej i „polska odpowiedź na cykl Zmierzch” czyli „Inni” Ewy Dragi. Nie wiem co skłoniło mnie do sięgnięcia po tę drugą książkę, chyba zwykła ciekawość i potrzeba przeczytania od czasu do czasu czegoś leciutkiego. A tu, proszę, dynamiczna fabuła, nastoletnia bohaterka wykreowana tak, że jej problemy zainteresowały czterdziestoletniego zgryźliwca i do tego tajemniczy świat Innych, misternie zbudowany i zdradzający spore oczytanie autorki. Z pewnością Ewa Draga przystępując do pisania „Innych” nie bazowała na informacjach zaczerpniętych z pisma „Wróżka”.
Sporo miłych niespodzianek w muzyce, też w większości kobiecych. Odkrycia roku to Rykarda Parasol , chociażby za imię i nazwisko tudzież za szczerą rozmowę z Janis Joplin:
znakomicie mieszająca gatunki muzyczne Tarantella:
i Iris DeMent, czternaste (!) dziecko ogrodnika z Arkansas, która, według znawców, śpiewa tak jakby od czasów Wojny Secesyjnej nic się na Południu nie zmieniło:
Zaś jazda roku to zdecydowanie „Oddech Armegeddonu”, wybór szkiców pseudo-altermatywno-historycznych Murada Adżi. Chrystus jako pasierb mitycznego Tengri-Chana, kumycko-połowieckie źródła cywilizacji europejskiej, tureckie źródła kultu maryjnego… Co tylko chcecie, równie to zabawne jak von Däniken i tak jak on strawne tylko w niewielkich dawkach. I chyba Turcy autora sponsorują.
.
Nadchodzący rok nie zapowiada się lepiej od tego, który właśnie dobiega końca. Szczególnie Mateczka Europa narażona będzie na wstrząsy polityczne i finansowe. Życzę więc wszystkim moim Gościom i Czytelnikom żeby w tych niemiłych czasach, które nadeszły i nieprędko sobie pójdą, potrafili odnaleźć pewne i bezpieczne ścieżki. Jak brzydka księżniczka z powieści Feuchtwangera, po raz kolejny wznieśmy podarte sztandary naszych nadziei, bo cóż nam jeszcze pozostało?
.




U mnie z kolei rok 2010 to seria bolesnych rozczarowań i kopów, dla odmiany jednak zawodowo poszedł całkiem nieźle. Co do reszty to przy jako takim humorze utrzymała mnie melisa i komiksy Taniguchiego :->
No i tego “Kronosa”, o którym piszesz, nie zdążyłem kupić – spóźniłem się o jakieś nędzne dwa dni.
Przez: Esthel w 31 Grudzień 2010
o 19:27
“przeczytać słynny i niechlubny artykuł Carla Schmitta „Führer jest obrońcą prawa”
Ja przepraszam ale tym artykułem akurat niegdyś Schmitt przekonał mnie do siebie, fakt, że najpierw musiałem zrozumieć ossohozi – kontekst przede wszystkiem.
Poza tym – Szczęśliwego Nowego Roku!
Przez: los w 31 Grudzień 2010
o 23:02
Esthelu, tego Kronosa mogę pożyczyć – powiedzmy, przywiozę na lutową Mszę do Tychów, bo jutro się jeszcze leczyć będę i się nie pojawię.
Przez: EP w 1 Styczeń 2011
o 21:28
Deal :)
Przez: Esthel w 1 Styczeń 2011
o 23:00