Napisane przez: theorros | 8 Grudzień 2010

Wiki-cieki

Działalność portalu Wikileaks, która doczekała się już swojsko brzmiącej nazwy Cablegate, umyka na razie jednoznacznej ocenie. Przede wszystkim nie wiemy co jeszcze Assange i jego ludzie mają w zanadrzu. Na razie opublikowane przez nich wycieki to jednak mały deszczyk z wielkiej chmury. Nawet rewelacje cięższego ponoć kalibru, takie jak depesze z informacjami o poparciu przez rządy krajów arabskich planu bombardowań irańskich instalacji nuklearnych, były tajemnicą poliszynela wśród dziennikarzy zajmujących się Bliskim Wschodem.

 

Informacje, które upublicznił Wikileaks, przechodzą na świecie przez ręce kilkunastu tysięcy osób. W tak licznym gronie nietrudno znaleźć osobę, która, kierowana najróżniejszymi pobudkami albo po prostu fachowo przyciśnięta, podzieli się swoją wiedzą. Wywiady toczą między sobą grę, każdy ma swoich kretów w konkurencyjnych firmach, można więc przypuścić, że duża część wiki-cieków nie była tajemnicą dla służb specjalnych wielu państw.

 

Czy wyraźna wściekłość elit była spowodowana tym, że ujawniono to, co miało pozostać tajne? Że okazało się, że w Departamencie Stanu nie pracują sami tytani intelektu? Że, oprócz informacji strategicznych, ujawniono całą masę smakowitych wpadek z życia prywatnego możnych tego świata? Że Rosjanie opowiadają od kilku dni dowcipy o Batmanie i Robinie? To oczywiście odpowiedź, która narzuca się sama. Tyle, że taka odpowiedź nie wyczerpuje, moim zdaniem, problemu. Bezprecedensowa w swojej gwałtowności reakcja (jak inaczej określić publiczne wezwania niektórych polityków do fizycznej likwidacji Juliana Assange’a albo proponowane przez niektórych amerykańskich publicystów rozszerzenie pojęcia zdrady interesów USA na osoby nie będące obywatelami amerykańskimi?) ma głębsze korzenie. Nieskromnie przypomnę, że szmat czasu temu śp. „Stańczyk”, obserwując intensyfikację „wojny z terrorem” na początku lat 90, przewidywał, że stanie się ona początkiem końca ery liberalnej demokracji. I rzeczywiście, od czasu pierwszej wojny irackiej, świat został ciasno opleciony e-siecią kamer, podsłuchów, monitoringów i internetowych węszycieli. W ramach walki o bezpieczeństwo, wojny z terrorem, narkotykami i czym tam jeszcze chcecie, coraz trudniej znaleźć sobie miejsce, w którym nie obserwowałoby nas zawsze czujne Oko Saurona. Jesteśmy w trakcie budowy Instytutu opisanego przez Lewisa w „Tej Ohydnej Sile”. Póki co poruszamy się jeszcze po mieście bez problemów ale…

 

RAZ zwracał niedawno uwagę, że Zachód coraz częściej inspiruje się rosyjskim modelem państwa niedemokratycznego lecz posługującego się procedurami demokratycznymi. Analizuje się też coraz częściej polityczne modele azjatyckie, nawet – choć nikt nie mówi o tym głośno – chiński. Na naszych oczach powstaje Międzynarodówka Postdemokratyczna. Assange, ten „nowy Osama Bin Laden”, stał się wrogiem publicznym nie dlatego, że opublikował jakieś tam tajne depesze. Do prawdziwych cymesików Wikileaks i tak nie ma dostępu. Jego winą jest to, że  ośmielił się dokonać wyłomu w murze „globalnej transparentnej demokracji sterowanej”. Wydawać by się mogło, że inicjatywa typu Wikileaks to sztandarowy przykład tego, jak powinno działać świadome swoich wartości, obywatelskie Społeczeństwo Otwarte, uwolnione od demonów autorytaryzmu i totalitaryzmu. Jej twórca powinien być wynoszony pod niebiosa. Krwiożercza reakcja na działalność portalu Assange’a pokazuje, że rzeczywistość jest dokładnie odwrotna. Demokratyczna fasada sypie się coraz szybciej. Czego zresztą, jako człowiek od lat żywiący do demokracji uczucia dalekie od ciepłych, specjalnie nie żałuję. Gorzej, że to, co szykuje się nam zamiast, nie jest od niej lepsze.

.


Odpowiedzi

  1. Ech, napracowałem się i zjadło mi chyba komęta, a nawet dwa. Więc teraz krótko: mojem zdaniem Wikileaks nie miałyby prawa bytu (abstrahując od techniki) przed Wietnamem i zostałyby potraktowane jako zdrada stanu. I słusznie.

  2. Może i tak ale Wietnam to było dawno i nieprawda. Poza tym wycieki nie dotyczą tylko Ameryki więc argumentum ad Vietnamum nie jest chyba najlepszy.A Wiki-liki mogą się bronić na różne sposoby (wolność słowa, prasy, oni tylko publikują a nie wykradają, to dla wspólnego dobra itd.). Myślę że nie o rację stanu tu idzie ale o wściekłość kształtującej się kasty cyber-lordów.

  3. Wietnam służy jedynie za exemplum pewnego przewrotu prawie-że-gutenbergowskiego, któren był z tzw. wolnych mediów uczynił broń, głównie, co ważne, skierowaną przeciw własnemu państwu.

    A argument “z wolności” i “wspólnego dobra” jest najgorszym rodzajem zakłamania, sowiecką “Prawdą” a rebours.

    A co do racji stanu, to owszem, obrona owej bierze w łeb nie od dziś i teraz stanowi ewentualnie zasłonę na różne szemrane internacjonalne interesa. Gdyby bowiem chodziło głównie o rację stanu, to gość albo gniłby już w więzieniu, albo miałby przykre w skutkach zderzenie z niezidentyfikowaną ciężarówką.

  4. Zalecam lekturę “Edenu” Stanisława Lema: Antyutopia świata, w którym dość nieprzyjemna i represywna władza jest ukryta przed wzrokiem rządzonych.

    W coś takiego powoli przekształca się nasz ziemski świat: podejrzewamy, że ktoś rządzi, bo dowodem na istnienie potwora są jego ofiary, wiemy, że rządzą nie ci, którzy niby rządzić powinni, a co do tego, kto naprawdę rządzi, skazani jesteśmy na najfantastyczniejsze domysły.

    Czasem i ateista bywa prorokiem.


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.