Napisane przez: theorros | 3 Listopad 2010

Świat jak partia szachów

.

Znajomi „z realu” wiedzą, że z zamiłowaniem grywam w szachy. Zamiłowanie  nie przełożyło się na szczęście na sukces sportowy. Jestem dość przeciętnym graczem, osiągającym w chwilach wyższej formy siłę gry II kategorii szachowej a kiedy formy brakuje (czyli zazwyczaj) – kategorii III. Ale nie o szachowych rankingach chcę dziś napisać tylko o czymś, co z pewną przesadą można by nazwać „metafizyką szachów”.

Jeden z moich znajomych (nazwijmy go po prostu Profesorem), człowiek o dużym temperamencie polemicznym, powiedział mi kiedyś, że nigdy nie polubił szachów gdyż jest to gra zbyt brutalna i agresywna. To niewątpliwie trafna obserwacja. Kiedy indyjski poseł wręczał królowi Nuszirwanowi kosztowny komplet szachów, powiedział: „ta gra jest obrazem wojny”. Celem gry jest zamatowanie króla przeciwnika, zadanie mu śmiertelnego ciosu – szacha, przed którym nie ma obrony. Szach mat w języku perskim oznacza „król jest martwy”. Z tego powodu szachy często porównywane są do bitwy. To porównanie nie jest do końca trafne ale oddaje militarne napięcie, które towarzyszy dobrze rozegranej partii.

Ciekawie wypada porównanie szachów z drugą najtrudniejszą (niektórzy twierdzą, że w ogóle najtrudniejszą) grą planszową, azjatyckim go. Szachy to starcie prowadzące do wyniszczenia jednej z armii, w końcu wywodzą się z Indii i według opinii niektórych historyków religii, pierwotnie symbolizowały konflikt Światła i Ciemności, wojnę Dewów i Asurów. Z kolei grę w go porównać można do mozolnej budowy imperium. Partia szachów rozpoczyna się od ustawienia wojsk po obu stronach szachownicy, w go zaczynamy od pustej planszy, na którą gracze stopniowo dokładają kolejne kamienie. W szachach można oblegać pozycję przeciwnika ale nie sposób go otoczyć, co jest standardowym manewrem w go. W szachach mamy do czynienia z zespołem bierek, z których każda porusza się w inny sposób. W go wszystkie kamienie są identyczne (ach, te azjatyckie, turańskie masy realizujące wolę chana…).

Właśnie różnorodność bierek (tak nazywamy zbiorczo piony i figury) stanowi o niepowtarzalności szachów i ich frapującym podobieństwie do „prawdziwego życia”. Każdy kto lubi grać w szachy wie, że piony i figury to coś na kształt żywych istot powierzonych opiece gracza. Czasem niełatwo rozstać się z jakąś figurą, jedni gracze wolą skoczki, inni gońce, choć nie są w stanie tego uzasadnić, bywają gracze którzy chętnie ofiarowują pionki i tacy, którzy wola budować z nich mur obronny. Figury szachowe doskonale ilustrują  też typy charakterów ludzkich.

Pion (pawn, peon, pieszka) to w zależności od ustawienia na szachownicy, robotnik bądź żołnierz liniowy. Generalnie dolna warstwa dumezilowskiego trójpodziału społeczeństwa indoeuropejskiego. Często słyszymy, że ktoś jest tylko pionkiem w grze i nie jest to określenie zbyt pochlebne. Pionki są anonimowe i w porównaniu z figurami, mało wpływowe w świecie – szachownicy. Odpowiednikami pionków w życiu są tzw. szerokie rzesze, które chcąc nie chcąc realizują wolę wyższych warstw społeczeństwa (współcześnie robią to uczestnicząc w wyborach). Pionkiem jest dla nas niemal każdy człowiek, którego nie znamy na tyle dobrze by przypisać mu jakieś określone cechy charakteru. Pionkom odpowiada żywioł wody, bo tak jak woda dopasowuje się do kształtu naczynia, tak masa pionków nagina się do woli rozgrywającego partię gracza.

Na pozór szary, świat pionków ma swoje prawa i swoje tajemnice. Piony centralne, królewski i hetmański, są zaangażowane w walkę od samego początku podczas gdy pionki boczne, skoczkowe i wieżowe, zazwyczaj czekają na końcówkę aby szybkim marszem ku końcowej linii rozstrzygnąć wynik partii. Pionki bowiem, choć pełnią rolę pomocniczą dla figur, posiadają przywilej promocji czyli przemiany w dowolną figurę po dotarciu do ostatniej linii szachownicy. Coś na podobieństwo buławy marszałkowskiej w tornistrze szeregowca. Wreszcie, pionek, choć sam niewiele wart, może bić tak samo jak pozostałe bierki, bywa więc bardzo niebezpieczny. Kto chciałby polec z ręki pionka? Nagły szturm falangi pionków podobny bywa do zamachu stanu a pojedynczy, wysunięty pionek to samotny zamachowiec. Na pionki trzeba więc uważać, bo w tych cichych, ciemnych, szarych ludziach drzemie niezwykły potencjał. Dlatego Philidor, jeden z twórców nowoczesnej teorii szachów i zarazem utalentowany muzyk, mawiał, że „pionki są duszą gry”.

Skoczek (u Rosjan po prostu koń, u Anglosasów rycerz) to prawdziwy wojownik szachownicy. Jako jedyna bierka może przeskakiwać nad innymi figurami, na jego posunięcie składają się ruch o jedno pole do przodu i ruch o jedno pole na ukos. Skoczek zawsze skacze na pole innego koloru niż to, z którego rozpoczął skok, może więc działać na całej szachownicy.  Jest agresywny, ruchliwy, choleryczny i pełen energii. Najlepiej czuje się w skomplikowanych, pełnych figur i pionów pozycjach, w których może stwarzać zagrożenia dla przeciwnika bądź wspierać atak silniejszych figur ze swojej drużyny.  Jego żywiołem jest ogień. W naturze skoczka leży robienie wielu rzeczy naraz, co nieraz przysparza mu kłopotów ale jest też źródłem jego sukcesów. W społeczeństwie skoczkami są  drobni przedsiębiorcy, menedżerowie średniego szczebla, niżsi rangą wojskowi, sportowcy a także awanturnicy i hazardziści. Prawie wszyscy mali chłopcy mają naturę skoczka szachowego. Skoczkiem jest też najprawdopodobniej mój przyjaciel Dante.

Goniec z kolei porusza się ukośnie, wyłącznie po polach jednego koloru. Z tego względu jest najbardziej „dogmatyczną” figurą i słusznie w niektórych językach nosi nazwę biskupa. Jak biskup broni dogmatów, tak goniec działa tylko na polach jednego koloru, ignorując wszystko co znajduje się poza tym obszarem, na polach innej barwy. Goniec jest z natury figurą spokojniejszą od skoczka gdyż może działać z oddali. Jego domeną jest powietrze. Ten szachowy flegmatyk szczególnie upodobał sobie wielkie przestrzenie na których może w pełni rozwinąć swoją siłę. W końcówce, która zawsze jest sytuacją kryzysową, szachową „eschatologią”, gdyż  na desce pozostało niewiele bierek a rozstrzygnięcie partii jest bliskie, wzrasta rola gońca – biskupa a spada siła skoczka – rycerza, który pozbawiony tłumu przeciwników nie ma łatwych celów do ataku zaś pokonywanie dużych odległości na opustoszałej szachownicy sprawia mu kłopot. W sytuacjach kryzysowych, trudnych, ludzie przypominają sobie  o wartości dogmatów i idą po pomoc do biskupa ;-). Ludzie – gońce to najczęściej artyści, filozofowie, duchowni, naukowcy, zabójcy w stylu Leona Zawodowca i ogólnie wszyscy ludzie ze skłonnością do kontemplacji i melancholii. Sam dostrzegam w sobie dużo cech gońca.

Poniżej widzimy końcową pozycję z klasycznej partii Botwinnika z Bronsteinem, rozegranej w 1951 roku, której stawką był tytuł mistrza świata. Choć czarne mają pionka więcej ich skoczki są bezsilne podczas gdy białe gońce kontrolują całą szachownicę. Oto rycerze podporządkowani kapłanom, kszatrije klękający przed braminami ;-)

Skoczek i goniec to tzw. figury lekkie, ważne lecz nie najważniejsze. W armii szachowej służą jako wsparcie dla figur cięższych, wieży i hetmana.

Wieża (u Anglosasów zwana wozem a na Rusi łodzią) jest pierwszą z figur ciężkich. To figura mało finezyjna, za to silna i skuteczna. Taki szachowy czołg. Jej żywiołem jest ziemia. Poruszając się w dowolnym kierunku po linii prostej może operować na całej szachownicy ale jej siła ujawnia się w pełni w późniejszym stadium partii, kiedy na skutek wymian pionów i figur, na szachownicy pojawiają się otwarte linie. Wieża stworzona jest zatem do końcowego etapu gry. Uczestniczy w zdecydowanej większości końcówek a dobra znajomość końcówek wieżowych to bilet wstępu do wyższych kategorii szachowych. Tylko wieża lub hetman, wspierane przez króla, mogą dać mata samotnemu królowi przeciwnika, to też świadczy o sile tej figury. Ludzie – wieże są twardzi, obcesowi i skuteczni. To politycy w stylu Jacka Kurskiego, trybuni ludowi, szefowie klubów parlamentarnych, liderzy kibolskich ustawek, popularni publicyści i zapaleni myśliwi. Niezbędni w każdej organizacji, piastują wysokie stanowiska, lecz rzadko osiągają szczyt gdyż brak im do tego umiejętności myślenia strategicznego i dalekosiężnego planowania. Ostatnio na polskiej szachownicy pewna wieża zdobyła polityczne szczyty, choć wielu jest zdania, że to po prostu sprytnie wysunięty na czołową pozycję pionek. Czas pokaże.

I wreszcie hetman zwany w większości krajów królową (wyjątkiem jest rosyjski fierz’ wywodzący się od perskiego ferz – tak na dworze szacha nazywano pierwszego ministra). To najsilniejszy z mieszkańców szachowego świata, pułk lotniczy i dywizja pancerna skupione w jednej figurze. Jego siła jest niemal nieograniczona. Hetman może poruszać się jak wieża i goniec, kontrolując największy obszar na szachownicy. Niczym mityczny Argos Panoptes ogarnia wzrokiem niemal wszystkie pola. Z tego względu hetman jest figurą stworzoną do prowadzenia ataku. Zejście z szachownicy hetmanów prawie zawsze powoduje spadek napięcia taktycznego i często prowadzi do remisowego wyniku partii. Siła hetmana ma też swoją ciemną stronę. Hetman jest najbardziej zagrożony biciem gdyż prawie nigdy nie opłaca się wymienić go na słabszą figurę, dlatego też wszędzie czyhają na niego zamachowcy, gotowi poświęcić się byle tylko usunąć z pola gry wrażego hetmana. Wśród ludzi odpowiednikami hetmana są wybitni politycy, wojskowi i biznesmeni, ludzie którzy ciągną świat do przodu łącząc siłę wieży z wnikliwością gońca. Hetmanem polskiej historii był marszałek Piłsudski, w Rosji był nim pewnie Piotr Wielki, w Niemczech kanclerz Bismarck a hetmanami Potterlandii byli Albus Dumbledore i Lord Voldemort.

Jednak figurą najbardziej zagadkową jest król. Niemal bezbronny: wprawdzie może poruszać się w dowolnym kierunku ale tylko o jedno pole, nie może też wejść na pole znajdujące się pod biciem obcej figury lub pionka. Jego bezpieczeństwo jest priorytetem i ciągłym zmartwieniem dla gracza. A jednak partia szachów rozgrywana jest właśnie dla niego i w jego imieniu. Można powiedzieć, że król to metafizyczna zasada szachów, twarde jądro duchowe gry, gdyż jego istnienie nadaje sens działaniom wszystkich bierek a bez niego nie sposób rozegrać partii. Szachy pokazują nam rzeczywisty wymiar wolnej woli: gracz kierujący figurami przy każdym ruchu podejmuje w sposób wolny decyzję, która jednakże jest ograniczona regułami ruchu poszczególnych bierek. Te z kolei reguły są odzwierciedleniem wyższego kosmicznego porządku, Logosu. Personifikacją tych zasad jest właśnie figura króla, którego siła gry jest właściwie zerowa bo prawdziwa siła króla leży gdzie indziej, poza szachownicą. Jedynie kierując bierkami w sposób zgodny z Logosem gracz może zapewnić zwycięstwo swojemu królowi, inaczej jego decyzje zakończą się szybka klęską.

Wśród ludzi nie znajduję innego odpowiednika dla szachowego króla prócz  dawnych ziemskich monarchów panujących z Bożej łaski. Wynika z tego, że szachy to gra prawdziwie monarchistyczna. No bo czy można zamatować prezydenta?

PS

1/ Możliwe jest też inne spojrzenie: przyjmujemy w życiu na przemian role pionka, skoczka i gońca, niekiedy zachowując się jak wieża i  marząc o potencjale hetmana. I tylko królem być nie sposób.

2/ Burckhardt patrzy na szachy jeszcze inaczej, jego zdaniem król symbolizuje Serce w znaczeniu centrum duchowego człowieka, zaś pozostałe figury to różne atrybuty duszy: skoczek to intuicja, wieża i goniec to zasada męska i żeńska itd. Jest to skrajnie kontemplacyjna interpretacja szachów, która oczywistym mankamentem jest ignorowanie militarnego charakteru gry.

.


Odpowiedzi

  1. No Panie Stu, widać żeście w lepszej formie niż “trzecia” klasa graczy ;-)
    Ale na starość wybieram tryktraka zdecydowanie.

  2. 1) Chciałem się nauczyć grać w szachy. Nigdy jakoś jednak nie było okazji. Także i z mojej winy. Choć przypominając sobie swoje “osiągnięcia” z gier strategicznych pewnie byłbym kiepskim szachistą.
    2) Burckhardt był sufi, a w islamie według Rene Guenona jest zachowana równowaga pomiędzy kontemplacją a działaniem walecznym. Skoro dżihad dzielimy na mały i wielki, a ten wielki tyczy się wojny jaką toczymy wewnątrz siebie, to interpretacja Sidi Ibrahima ma również charakter militarny. Tyle, że ukryty.

  3. I dlatego najdoskonalszą grą jest brydż. W brydżu zwycięstwo wcale nie jest ważne, przychodzi ono niejako mimochodem. W brydżu idzie o porozumienie z partnerem. Im jest ono większe, tym szansa zwycięstwa większa. Dlatego tak błyskotliwa osoba jak Janusz Mikke dostawał wciry od praktycznie każdego włącznie z piszącym te słowa – bo nie umiał współpracować.

    Szachy ignorują też najważniejszy czynnik kształtujący nasze drogi – los.

  4. Mam w zwyczaju patrzeć na pionki nie jak na szarych ludzi a jak na dzieci, dla których – gdy ich mało ; -> – gotowam poświęcić nawet i królową, wiedząc, że ta inwestycja mi się zwróci. Oj tak, jest taki moment, gdy pionki są najważniejszymi figurami w grze. Pozdrawiam!

  5. Ja fszisko rozumję, ale skąd ta emota w treści, a? :)

  6. Brydża znam na tyle słabo, że nie czuję się na siłach aby dyskutować o jego wyższości/niższości nad szachami. Czynnik losowy jest w kartach niewątpliwie większy ale istnieje i w szachach czy warcabach. A co do porozumienia z partnerem, o którym piszesz, to w szachach realizuje się ono w formie współpracy figur. Nieprzypadkowo mówi się, że arcymistrzowie grają harmonijnie – ich drużyny chodzą jak w zegarku. Większość graczy nie gra harmonijnie albo udaje im się to od czasu do czasu. Pamiętaj, że figury to żywe istoty!

  7. Do sprawy emotów ustosunkuję się przy najbliższym piwie.

  8. W razie czego służę przepisami gier do greckiego trójboju rozgrywanego na planszy do tryktraka: portes (klasyczny tryktrak), plakoto i fevga. Zabawa murowana :)

  9. Hmmm…
    Jak się czyta tego typu wywody – skądinąd – przepyszne , to nie sposób sobie nie przypomnieć obrazków z TV z czasów II wojny w Zatoce Perskiej, kiedy to co i rusz wspominano o figurach karcianych. Biorąc pod uwagę szachownicę Polskiej sceny politycznej, ba! Europejskiej sceny geopolitycznej, nie sposób nie myśleć o tym, kto i co za jakie figury szachowe robi…

  10. Gracz w szachy ze mnie żaden, ale tekst cymes. Tylko szkoda, że o roszadach nic Pan nie napomknął.

  11. Bardzo ładna notka. Jeśli mi wolno- dopiszę kilka swoich przemyśleń.

    Pion- zbyt schematyczne jest patrzenie na piona jako na szaraczka, czy masę pionów jako plebs, czy choćby egalitarną falangę. Moim zdaniem piony odpowiadają typowi ludzkiemu “mały, ale wariat!”. Pion jest doskonale świadomy tego, jak niewiele wart jest sam jeden i dlatego wszyscy na szachownicy się go boją! Jeśli pion będzie miał okazję dać po facjacie komuś stojącemu wyżej w hierarchii- to niemal w każdym przypadku to zrobi. Prawdziwy rewolucyjny dynamitard.
    Tych ośmiu małych gości to nie hoplici w falandze. To cholerny drakkar wyładowany po brzegi berserkerami.

    Goniec- nigdy nie myślałem o tej figurze jako o dogmatycznym kapłanie. Raczej, z niemiecka, o biegaczu-gońcu, który potrzebuje wolnej przestrzeni, by pokazać ile jest wart. To arystokrata ducha, który źle czuje się w tłumie. A już do kitu dogaduje się z najniżej stojącym w hierarchii pionem. Jeśli hołota wejdzie w jego domenę- traci swój blask.
    http://www.chessgames.com/p/17/173172.gif
    A skoro przyznajesz gońcowi pewne cechy zabójcy… to masz absolutną rację. Patrząc na pozycje z fianchettowanym gońcem zawsze mam wrażenie, że ten goniec jest jak to żądło skorpiona, czekające na odpowiednią chwilę… (tutaj osobliwie pozycja krytyczna wariantu wymiennego Obrony Gruenfelda)
    http://www.chessgames.com/p/94/944124.gif
    Ludzie-gońce to moim zdaniem w ogromnej większości… nerdy i geeki, takie stereotypowe. Hiperspecjaliści którzy nie radzą sobie poza swoją dziedziną, ale w niej…

  12. When? When?

  13. Primo, to szapoba.
    Secundo, w tym miejscu: “gdyż jego istnienie nadaje sens działaniom wszystkich bierek a bez niego nie sposób rozegrać partii” uciekł Panu przecinek przed “a”. Wewnętrzna dusza korektora przemogła nieśmiałość, i dlatego wskazuję.
    Tertio, dla mnie szachy zawsze były taką “męską” grą. Może dlatego, że to właśnie o wojnę chodzi – o świat, a nie o dom.

  14. To co, Zajacu, może wystąpimy w http://poloniachess.pl/amplico2010/pl ?

  15. Z wielką przyjemnością. Dawno nie turniejowałem. Kólegę kręcą raczej blitze czy szachy szybkie?

    Errata- druga pozycja to oczywiście dragon, a nie Gruenfeld.

  16. Zdecydowanie szybkie.

  17. Świetny tekst . W ogóle zawartość blogu IMHO należałoby wydać jako papierową książkę, tyle tu znakomitych tekstów.

  18. Witam, mam parę uwag co do wspomnianego tu go.
    Po pierwsze go też się przyrównuje do bitwy. Zresztą przy “budowaniu imperium” również pojawiają się mniej lub bardziej drobne potyczki. Nie można więc stawiać go pod tym względem w opozycji do szachów. Dużo zależy tu od temperamentu graczy. Są gry, gdzie “nic się nie dzieje”, tylko powoli budowane są strefy wpływów. Są też tzw. “siekany”, gdzie trup (kamienny) ściele się gęsto. O dziwo najbardziej brutalnie i walecznie grają zazwyczaj kobiety.
    Go też pochodzi z Indii, tylko trafiło do nas bardziej okrężną drogą. Pewnie to porównanie do białych i czarnych demonów też można tu zastosować.
    Nie do końca pasuje tutaj też pokazanie go jako jednorodnego w odróżnieniu od pluralistycznych szachów. Owszem, kamienie są takie same, ale można z nich układać różne kształty formacji. Analogicznie do szachów niektórzy mają swoje ulubione kształty.
    Co do samej wygranej lub przegranej, to nie jest ona najważniejsza. Styl gry też się liczy. A najbardziej cenione gry to te, w których końcowa różnica punktów jest najmniejsza (czyli pół punktu). To pewnie wpływ dalekiego wschodu. Jin i Jang muszą być w równowadze. Daleki wschód odciska na tej grze też takie piętno, że gdy gracz widzi, że nie ma szans wygrać to powinien się poddać, a nie grać do końca licząc na błąd przeciwnika. I wracamy tu do stylu gry. Wygrana przez zastosowanie jakiegoś triku, oszustwa, którego nie zna przeciwnik, lub wykorzystanie jego głupiego błędu jest gorsza niż honorowe poddanie się. Zasadniczo, bo w praktyce do różnie bywa.
    To tyle drobnych uwag o go.

  19. A jak autor interpretuje sytuację patową? Król żywy i martwy zarazem?

    Pozdrawiam i przepraszam, że się tak długo nie odzywałem. :)

  20. Wpanialy tekst! Gram na podobnym poziomie jak Pan, autorze, jednak moja milosc do szachow jest o kilka kategorii wyzsza niz moja gra : ) Ubolewac moge jedynie nad tym, ze swietnosc tej gry uczynila ja niedostepna dla hobbystow. Dzis, zeby grac dobrze, nie wystarczy talent, potrzebna jest takze duza wiedza (a na to potrzeba czasu i pieniedzy). Popularnosc szachow doprowadzila do tego, ze przez wieki rozpracowano te gre dosc mocno a bedzie jeszcze gorzej, bo teraz graja komputery. Szachisci sredniowieczni mieli lepiej, choc z drugiej strony gra nie byla wowczas tak dynamiczna (inne reguly). Pozdrawiam!

  21. @inkub

    Słuszna uwaga, rzeczywiście dzis łatwiej niż kiedyś paść ofiarą pułapki debiutowej, dzieci grają też zupełnie inne debiuty. W szkole, w której uczy się moja córka jest w V klasie dziewczyna plasująca się w pierwszej piątce krajowych juniorek do lat 12. I kiedy przejrzałem jej partie dostępne w sieci to zdębiałem, gdyż czarnymi bardzo często gra ona wariant O’Kelly’ego w obronie sycylijskiej (1. e4 c5 2. Sf3 a6!?). Za moich czasów :-) uczono nas, że sycyl to debiut który można sensownie grać jak ma się I kategorię a tu proszę, takie zmiany.

    Z drugiej strony dostępność internetowych baz partii i otwarć pozwala na dokształcanie się w wolnym czasie. Kiedyś były to rzeczy praktycznie niedostępne dla przeciętnych zjadaczy szachów.

    Pozdrawiam,

  22. [...] Pochwała gry królewskiej [...]


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.