Mam w domu lemura zwanego Rollo. Lemur jest zwykle małomówny jednak od czasu do czasu bierze go chęć na imprezę. Pijemy wtedy sudański bimber z pulpy daktylowej i rozmawiamy o tym, co dla ludzi i lemurów ważne i ciekawe. Wczoraj, po osuszeniu drugiej flaszki, temat rozmowy jakoś sam z siebie zszedł na Rosję.
Widzisz, rzekł nagle Rollo, drapiąc się lewą tylną łapą za prawym uchem, wydaje mi się, że historię polityczną Rosji porewolucyjnej można zamknąć w kilku piętnastoletnich z grubsza cyklach, z których każdy wyróżniał się innym sposobem sprawowania władzy.
A niby skąd ten pomysł, mruknąłem, drżącą ręką sięgając po trzecią butelczynę daktylowego nektaru.
No bo patrz. Rok 1923 to koniec wojny domowej i początek absolutnej władzy bolszewików na ziemiach dawnego imperium rosyjskiego. Przy czym jest to rok w którym Lenin, złożony bądź to kolejnymi wylewami bądź też syfilisem mózgu, trafia na margines życia politycznego a na czoło wysuwa się namaszczony przez niego rok wcześniej Stalin. I ten właśnie Stalin najbliższe piętnaście lat poświęci na umocnienie swojego jedynowładztwa wszelkimi dostępnymi środkami i jednocześnie – równie bezwzględnie – budował będzie nowe społeczeństwo i nową gospodarkę. Cykl 1923-1938 to okres wyjątkowo brutalny, naznaczony takimi wydarzeniami jak Wielki Głód, kolektywizacja i przyspieszona industrializacja kraju. Do tego dochodzi terror wszechmocnej bezpieki. Zwieńczeniem tego okresu są oczywiście procesy pokazowe roku 1937. Po ich zakończeniu nie będzie już „starych bolszewików”, tylko Stalin.
A co dalej? Wydawało by się, że teraz nadchodzą dla tyrana złote czasy konsumowania owoców zwycięstwa. I może tak by się stało gdyby nie historia. Akurat nadchodziły bardzo nieciekawe czasy i kolejne piętnaście lat Stalin spędzi bardzo pracowicie. Wkrótce, bo już w 1939 roku wybucha wojna światowa, dwa lata później Niemcy napadają na Rosję. Tyran, zmuszony do mobilizacji wszystkich zasobów, musi nieco poluzować żelazny chwyt, w jakim trzyma kraj. Zamiast internacjonalizmu hasłem jednoczącym masy staje się na jakiś czas rosyjski nacjonalizm. Po wojnie nie dzieje się lepiej. Trzeba wykarmić kraj zniszczony wojną i jednocześnie jak najszybciej zbudować własną bombę atomową. Ten drugi cykl, który potrwa aż do śmierci Stalina w roku 1953, charakteryzuje się pewnym złagodzeniem polityki cyklu pierwszego. Zapewne nie wynikało to z woli samego Stalina ale z okoliczności w jakich musiał działać. W każdym razie, obserwując cykl 1938-1953, widzimy jak metody z lat 1923-38 (procesy pokazowe, spiskologia, sprawa lekarzy – szkodników itp.) przeplatają się z miejscowym odkręcaniem śruby – liberalizacją polityki religijnej, odejściem od ścisłego centralnego planowania w niektórych gałęziach przemysłu czy pewnym osłabieniem rygorystycznej kontroli chłopstwa.
Stalin wreszcie umiera a może go „umierają”, dziś wielu historyków twierdzi, że koledzy pomogli mu opuścić ten świat. Rozpoczyna się cykl trzeci. Władzę przejmuje Chruszczow. Lata następne, cykl 1953-1968 to w pewnym sensie czas kluczowy dla zrozumienia tego, jak rozpadł się Związek Sowiecki. Chruszczow nie tylko podejmuje temat kultu jednostki ale przede wszystkim dokonuje redystrybucji środków budżetowych w stronę prokonsumpcyjną. Za jego, a później Breżniewa, panowania, wzrasta gwałtownie poziom życia. Słynne „chruszczowki” rozwiązują w dużym stopniu problem deficytu mieszkań. Przemysł konsoliduje się i centralizuje, powstają gigantyczne, wpływowe socjalistyczne koncerny – zjednoczenia. Wzrasta rola Gospłanu i rośnie liczba ministerstw. Jednocześnie, na skutek Zimnej Wojny i wyścigu zbrojeń, przede wszystkim jądrowych, niepomiernie wzrasta rola sowieckiego kompleksu wojskowo-przemysłowego. Wrogów ustroju już się nie likwiduje fizycznie lecz reedukuje w łagrach i psychuszkach. Poluzowanie w sferze kultury pozwala na zaistnienie fenomenu „szestidiesiatników”, liberalnej inteligencji, której symbolami stanie się Bułat Okudżawa. Posługując się terminologią Gumilowa, imperium przeżywa szczyt pasjonarności: brutalnie uśmierza bunt w prowincji węgierskiej, staje do konfrontacji z Ameryką w Zatoce Świń, jako pierwsze wysyła człowieka w kosmos, wreszcie ponownie interweniuje na peryferiach, tym razem w Czechosłowacji. Ale coś zaczyna pękać, interwencja roku 1968 dokonuje się już w asyście sojuszników z Układu Warszawskiego, tak jakby imperium obawiało się wzięcia ciężaru decyzji wyłącznie na własne barki. Dlatego właśnie rok 1968 można uznać za koniec trzeciego cyklu. Dętka pęka i od tego momentu Związek Sowiecki wkracza stopniowo w epokę, którą Gorbaczow nazwie później „okresem zastoju”.
W tym czasie, w latach cyklu 1968-1984, obserwujemy zjawiska podobne jak w drugim cyklu „stalinowskim”. Na pierwszy wszystko wygląda podobnie, imperium nadal prowadzi globalną grę z Ameryką (ale też decyduje się na wspólny, pokazowy program kosmiczny Sojuz – Apollo), krzepnie model gospodarczy „rozwiniętego socjalizmu”, trwają „wielkie budowy socjalizmu”, nadal, głównie dzięki eksportowi surowców, rośnie poziom życia. Ale wszystko nabiera nieco łagodniejszych konturów, nawet druga, chruszczowowska fala walki z religią traci w latach siedemdziesiątych siłę. Do głosu dochodzi pokolenie ludzi urodzonych w czasie wojny lub tuż po niej, które czasy Stalina pamięta jako epizod dzieciństwa, wojnę zna z opowieści rodzinnych, pokolenie pozbawione złudzeń co do prawdziwości oficjalnej drętwej mowy. Ci ludzie, spragnieni awansu społecznego (materialnego) nie zadowalają się już słowami starszych, że „teraz żyje nam się dobrze a w czasie wojny to żeśmy trawę jedli”. Imperium w czwartym cyklu nie odważa się na stłumienie buntu w prowincji polskiej, pozostawiając to zadanie w rękach lokalnego namiestnika. Sprowadza za to na olimpiadę w roku 1980 symbole imperializmu: pepsi-colę i fantę. Kwitną potępiane przez partię „postawy mieszczańskie”. Wtedy właśnie rodzi się opisane przez Wiktora Pielewina „Generation P” – sowieckie pokolenie pepsi. Końcówkę cyklu czwartego dobrze, choć w nieco przerysowany sposób, pokazał Aleksiej Bałabanow w „Ładunku 200”, niezwykłej adaptacji faulknerowskiego „Azylu”. Kto ma odwagę, niech obejrzy.
Na początku roku 1985 umiera gensek Czernienko, ostatni ze zmurszałych gerontów z bliskiego otoczenia Breżniewa. Ten rok to początek nowego, piętnastoletniego cyklu 1985-1999, epoki „partyjnych reformatorów”.
Zaraz, zaraz, Rollo, zaoponowałem. Coś ci się pokręciło. Mogę zrozumieć, że nie uwzględniłeś zmiany genseka w cyklu 1953-1968. Ale nie powinieneś ignorować tak ważnego wydarzenia jakim był rozpad Związku Sowieckiego w roku 1991!
No właśnie mogę, uparł się Rollo, nalewając sobie resztki z trzeciej flaszki daktylówki. Widzisz, Gorbaczow i Jelcyn rządzili w gruncie rzeczy w bardzo podobny sposób, choć różnica temperamentów była oczywiście zauważalna. Obaj mieli przeświadczenie, że stary system nie funkcjonuje i trzeba coś zrobić, żeby go zmienić. Obaj nie wiedzieli za bardzo, co. Obaj uruchomili lawinę, której nie potrafili zatrzymać i obaj byli świadkami, jak państwo, którym kierują nieodwołalnie traci wpływy, prestiż a nawet część terytorium. Niesłychany rozkwit korupcji, dzika prywatyzacja i degrengolada polityczna w Rosji lat dziewięćdziesiątych to skutek zerwania tamy w roku 1991, ale ta tama pękła bo w poprzednich latach wody wezbrały ponad stan a Gorbaczow mógł jedynie oznaczać coraz wyższy ich poziom, jak kapłani egipscy podczas wylewu Nilu. I w tym sensie możemy mówić o ciągłości epoki politycznej Gorbaczowa – Jelcyna.
A od roku 2000, ciągnął czkając co chwila Rollo, mamy w Rosji nowy cykl, putinowski. Jaki on jest (cykl, nie Putin) wszyscy wiemy i możemy zakładać, że mimo narastających w Rosji napięć społecznych potrwa on jeszcze cztery, może pięć lat. A co potem? Scenariusz najbardziej prawdopodobny to powtórka cyklu drugiego i czwartego. Putinizm w wersji soft, o nadpsutym zębie i stępionym pazurze. Wydaje się bowiem, że Rosji, z jej wyczerpującymi się powoli złożami ropy, niedoinwestowaną armią i społeczeństwem skupionym na dorabianiu się, nie będzie stać będzie na więcej. Choć z proroctwami lemurów różnie bywa.
Indagowany przez Rollo w temacie Pandante twierdzi, że jak się skończy rura z ropą to skończy się i kasa na budżetówkę więc trzeba będzie kasę brać z innych źródeł. Może trzeba będzie zrobić miejsce w elicie ludziom od rolnictwa bo Rosja to lider światowego eksportu zbóż. Może nastąpi większa liberalizacja gospodarcza. Z kolei sektorowi „siłowików” wyznaczy się cel prestiżowo – ambicjonalny jakim będzie uczestnictwo w Wielkiej Grze Geopolitycznej. Raczej w charakterze gracza drugiej ligi ale zawsze. Wreszcie w wymiarze społecznym postputinizm może cechować zwiększona propaganda nacjonalistyczna (taki „myk” wykonał Stalin w czasie II wojny światowej).
Potem rozmawialiśmy jeszcze o czymś ale nie pamiętam o czym, gdyż wieczór postanowiliśmy zakończyć gąsiorkiem piwa sorgowego a tego typu inicjatywy nigdy nie kończą się dobrze.
.


To Rosja eksportuje jakieś zboża..? Owszem, w 1913 roku eksportowała. 7 mln ton. Ale od tamtej pory – jakoś nie słyszałem o takim zjawisku..? Trzeba by chyba najpierw oddać ziemię chłopom, ale jak to zrobić..?
Przez: Boska Wola w 30 Sierpień 2010
o 20:03
Rosja jest największym na świecie eksporterem pszenicy i bodajże czwartym jak nie trzecim eksporterem zbóż w ogóle. Pisałem już o tym naście wpisów temu.
Przez: theoros w 30 Sierpień 2010
o 21:33
Ja raczej myślałem o tym, że Rosja będzie chciała odzyskać rolę pierwszoplanowego gracza. Lecz rzeczywiście może być na razie technicznie nie możliwe. W związku z tym propaganda może służyć umacnianiu iluzji wielkomocarstwowości Rosji. Natomiast w wymiarze bardziej użytecznym możemy mieć do czynienia z odświeżaniem idei jedności słowiańskiej. Zwłaszcza w kontekście europejskim.
Przez: Dante w 31 Sierpień 2010
o 11:26
Lemury- na Madagaskar!
Cos sie Lemurkowi pokrecilo.
Rosja to ogromny kraj. Najwiekszy na swiecie. Z ogromnymi zasobami. I slabo zamieszkaly.
I do niedawna zdrowo okradany przez tzw. Zachod.
Z tym Stalinem, to oczywista przesada. Stalin nie rzadzil- rzadzila bezpieka i caly aparat stworzony przez kraje zachodnie. I rewolucja tez przyszla z zewnatrz. Stalin to byla pijacka kukla. Wystraszyl sie jak Niemcy wkroczyli.
Naturalnie, panowie tego swiata wybieraja sobie kukle i za nia rzadza. Potem wszystko sie zwala na kukle i zmienia zerowisko. Przeniesli sie do USA.
Obecnie Rosja sprzedaje nie tylko zboze. Indonezja zakupila od Rosji najlepsze na swiecie samoloty bojowe. Rosja jest 3-m potentatem sprzedazy broni.
Naturalnie, ze trzeba by ja zniszczyc. Amerykanie buduja bazy dookola Rosji i buntuja bywsze republiki.
Inne wracaja pod skrzydla Rosji bo ich Ameryka okradla i oszukala. Te byle republiki zaciagnely dlugi w IMF i do konca swiata beda splacac procenty. Dlugow nigdy nie splaca.
A dla niektorych Polakow to Rosja utozsamia sie z Sowietami i Putin z Yeltsinem albo z KGB. Putin byl w KGB ale jest Slowianinem. Rosjaninem z Petersburga. A to ma duze znaczenie.
Przez: Fran SA w 28 Wrzesień 2010
o 11:37
Nie można też pominąć innych, równie symptomatycznych i dogłębnych analiz cykli władzy w CCCP/FR.
http://shkolazhizni.ru/img/content/i78/78317_small.jpg
Dawno nie zaglądałem do xiąg studyty. Dobrze, że waszmość nie próżnował i będzie co czytać.
Pozdrowienia
Przez: Kot Biegiemot w 30 Wrzesień 2010
o 12:30
[...] Cykliczny charakter rosyjskiej historii najnowszej [...]
Przez: Czas zawinąć do portu « Internetowy zakątek Andrzeja Fiderkiewicza vel Studyty w 26 Styczeń 2011
o 19:21