Napisane przez: theorros | 26 Lipiec 2010

Molnár Tamás (1921-2010)

.

Dowiedziałem się właśnie, że w zeszłym tygodniu zmarł w Wirginii Thomas (Tamás) Molnar, węgierski filozof i myśliciel polityczny, któremu intelektualnie bardzo wiele zawdzięczam. W ramach hołdu dla Profesora zamieszczam mój tekst poświęcony jednej z jego książek, który ukazał się w 6 numerze „Frondy” w roku 1996. Na pewne sprawy poruszone przez Molnara patrzę dziś trochę inaczej ale zasadnicza teza “Pogańskiej pokusy” nadal wydaje mi się trafna i godna głębokiej refleksji.

POSZUKIWACZ UTRACONEGO ŁADU


Schyłkowe spojrzenie na cywilizację europejską ma – począwszy przynajmniej od Kierkegaarda i Nietzschego – długą i chlubną tradycję. Niemal wszystkich znaczących myślicieli okresu międzywojenego uznać można w większym lub mniejszym stopniu za „pisarzy schyłku”. Poszukując wspólnego mianownika dla tak różnych postaci, jak Eliot, Pound, Chesterton, Bierdiajew, Spengler, Moeller van der Bruck, Maurras czy Guenon zauważamy niezmiennie, że ich rozważania koncentrowały się wokół problemu utraty przez kulturę Europy poczucia świętości. Różne były ich reakcje i recepty na rzeczywistość nowego, umasowionego świata – od „Konserwatywnej Rewolucji” Niemców po „Nowe Średniowiecze” Rosjan – jednakże istota dociekań pozostawała ta sama. Powojenna „stabilizacja”, czyli boom gospodarczy i amerykanizacja Europy, sprawiły, że ów nurt schyłkowy usunął się w cień, ustępując pola intelektualnym szermierzom „liberalnej demokracji” walczącym z szeroko pojętym „faszyzmem”. Jednakowoż nigdy nie zanikł on całkowicie, pulsując gdzieś na marginesie życia intelektualnego, oddalony od królującego niepodzielnie postępowo-humanitarnego konsensusu Nowej Lewicy i miękkich konserwatystów. Jednym z jego kontynuatorów jest urodzony w 1921 roku w Budapeszcie, w Polsce niemal nieznany, węgierski filozof i historyk idei, Tomasz Molnar, jeden z najznakomitszych umysłów prawicy w obecnym stuleciu. W swych książkach (a napisał ich ponad 20) porusza się swobodnie po tak różnych dziedzinach, jak historia religii, literaturoznawstwo, teologia, historia władzy czy geopolityka. Jego dzieła to m.in.: „Bernanos. Jego myśl i proroctwo”, „Dwie twarze amerykańskiej polityki zagranicznej”, „Utopia -odwieczna herezja”, „Sartre – ideolog naszych czasów”, „Ekumenizm czynowa Reformacja?”, „Kontrrewolucja”, „Lewica widziana en face”, „Bóg i wiedza o rzeczywistości”, „Zwierzę polityczne”, „Autorytet i jego wrogowie”, „Bliźniacze siły: polityka i sacrum”, „Amerykanologia. Triumf modelu planetarnego?”, „Europa między nawiasami”. Jest Molnar jednym z ostatnich prawicowych myśli-cieli-dinozaurów odrzucających wąską specjalizację, reakcjonistą widzącym swoje powołanie właśnie w reakcji na paraliżującą banalność współczesności, zajadłym wrogiem amerykanizmu mieszkającym „w oku cyklonu” – Nowym Jorku, chrześcijańskim mędrcem w postchrześcijańskim świecie.

Między pisarstwem Molnara a twórczością przedwojennych koryfeuszy istnieje jednak, oprócz wyraźnego pokrewieństwa, również jedna poważna różnica. Molnar, podobnie jak jego poprzednicy ma dla nowoczesności jedynie niesmak i metafizyczną pogardę, lecz w odróżnieniu od nich nie tyle “stoi w obliczu końca” /1/, co zajmuje się rzeczywistością, która nas otacza, a ta bez wątpienia jest rzeczywistością „po końcu”. Dawna europejska kultura już bowiem nie istnieje, zmieciona przez nawałnice dwudziestowiecznych rewolucji i dwóch „wojen domowych” demokracji. Jej miejsce, jak pisze Molnar, zajmuje dopasowana do mentalności obywatela-konsumenta wychowanego w atmosferze przemysłowej demokracji „kultura atlantycka”/2/. Charakteryzuje się ona przewagą ilości nad jakością i jest nie tyle sposobem i przejawem życia, co nieskończonym potokiem technologicznych produktów serwowanych „konsumentom kultury” przez pozbawionych elementarnej odpowiedzialności moralnej speców od techniki, którzy tworzą nieustannie nowe figury, kształty, dźwięki, kolory i fabuły przy pomocy maszyn. W kulturze tej ważne jest tylko „jak?’, nigdy zaś „dlaczego?’. Ojczyzną „kultury atlantyckiej” – kultury czasów produkcji masowej – są Stany Zjednoczone, jednakże dziś jest ona wszechobecna, podbijając powoli cały świat. „Kultura atlantycka” przynosi ze sobą „łagodną” uniformizację i sterylizację wszystkiego: budownictwa, języka, ubioru, codziennych zwyczajów. Jak pisze Molnar „tam, gdzie dociera kultura atlantycka, powstają szare i zuniformizowane Megalopolis, hałaśliwe weekendy „mas pracujących”, identyczny styl dla szkół, kościołów, muzeów, domów i parków”. Kulturze tej obce są wszelkie tradycyjne cele kulturowe, religijne, estetyczne czy symboliczne, jest ona pozbawiona jakiejkolwiek więzi z absolutem i nastawiona jedynie na dostarczanie permanentnej rozrywki konsumentom. Jej bogami są: Technika, „której nadano aureolę świętości” i amorficzne Społeczeństwo Obywatelskie. W ślad za Ameryką również Europa zmienia się z wolna w gigantyczny supermarket, konglomerat miast, które niczym się od siebie nie różnią (oprócz, jak zauważa Juenger, tego co zostało w nich z dawnych epok). Głęboka noc atlantyckiej, planetarnej uniformizacji zapadła nad światem. Taki stan rzeczy jest niewątpliwie wynikiem usunięcia sacrum z tkanki europejskiej kultury. Sama jednak konstatacja tego faktu jest banalna i niewiele wyjaśnia. Istotne jest bowiem pytanie, co spowodowało skarlenie chrześcijaństwa i renesans pogańskiego sposobu widzenia świata. Skąd wzięło się to kalectwo nowoczesności, jakim jest niemożność odczuwania świętości i brak dążenia ku niej? Pytanie to przewija się przez całą niemal twórczość węgierskiego filozofa i zostało najmocniej postawione w jednej z jego ostatnich książek, wydanej w 1987 roku „Pogańskiej pokusie”. Proponowana przez Molnara odpowiedź wydaje się na tyle ciekawa i nietypowa, że warto poświęcić jej więcej uwagi.

Molnar zakłada, że potrzeby biologiczne i religijne człowieka są równie naturalne. O ile jednak potrzeby biologiczne zaspokajane są w sposób indywidualny, o tyle potrzeby religijne znajdują zaspokojenie na drodze wspólnotowej – w ustalonych rytuałach, zbiorowych obrzędach i powszechnych zwyczajach unaoczniających społecznościom ludzkim obecność innej rzeczywistości. Twierdzenie to jest prawdziwe zarówno w odniesieniu do społe czeństw pogańskich, jak i chrześcijańskich. Między chrześcijaństwem a pogaństwem zieje jednocześnie olbrzymia przepaść w kwestiach postrzegania świata, w poglądach na to czym jest Bóg, czym są niebo i ziemia, materia i duch, czas i historia. Podstawą wszystkich form pogaństwa jest przeświadczenie o istnieniu pewnego abstrakcyjnego bytu (Nieskończonego Ducha, Pierwszej Zasady, Jedności itd.), w którego istocie uczestniczą byty duchowe niższego rzędu, z ludzką duszą włącznie. Poganie (i współcześni nam neopoganie) traktują ludzkie życie jako swego rodzaju interludium, krótką przerwę pomiędzy pierwotnym związkiem z Nieskończonym Duchem (Pierwszą Zasadą itd.) a ostatecznym powrotem, połączeniem się z Bóstwem. Z tego typu poglądu wynika nieokreślony charaker zarówno Wyższej Istoty (jest ona niepełna, ponieważ „dusze” nieustannie porzucają ją, by prowadzić indywidualną egzystencję), jak też indywidualnej duszy, której byt jest niepełny, cząstkowy, pełen tęsknoty za utraconą jednością z Bóstwem. Świat, w jakim żyje poganin, jest też z konieczności „sakralny” a nawet „przesakralizowany”. Dobre i złe demony są duszą takiego świata, wszechobecne w otaczającej człowieka przyrodzie, kierujące ludzkimi pragnieniami i popędami, prowadzące go od kołyski do grobu.

Pojawienie się chrześcijaństwa zdestabilizowało tą pogańską kosmologię. Chrześcijańskie pojęcie Boga Żywego, bluźniercze dla pogan wcielenie Boga w człowieka, niezwykle wysokie wymagania moralne, jednakowa nauka dla „mędrców” i „prostaczków”, wreszcie eliminacja wszelkiego rodzaju demonów z obszaru świata materialnego – wszystko to przyniosła ze sobą rodząca się w głębi antycznego świata chrześcijańska cywilizacja. Jednakże triumf młodego chrześcijaństwa nad poganizmem nigdy nie był pełny, co więcej, twierdzi Molnar, właśnie w Średniowieczu – owej najbardziej chrześcijańskiej z epok – należy szukać korzeni współczesnego krachu metafizycznego. Chrześcijaństwo rozwijając się spowodowało bowiem chrześcijańską desakralizację całej rzeczywistości, w obawie przed pogaństwem poszukując racjonalnego wytłumaczenia dla mitów i symboli, bez których żadna religia nie jest w stanie ofiarować swoim wyznawcom spójnego światopoglądu. Cywilizacja chrześcijańska wyzwoliła olbrzymie siły tkwiące w ludzkim duchu i umyśle, sprzyjała rozkwitowi gospodarki, sztuk i naukowemu poznaniu świata, jednocześnie w sposób niezwykle powolny, niezauważalny przez kilka stuleci rodząc prądy powodujące erozję chrześcijaństwa i stopniowe odradzanie się pogańskiego paradygmatu. Jak pisze Molnar „w odróżnieniu od religii pogańskich, w których element filozoficzny i teologiczny jest niezależny od sfery kultu lub w ogóle nieobecny, chrześcijaństwo od początku zawierało w sobie nasiona, które dojrzawszy, skierowały się przeciwko otoczce religijnej, która je wydała. Nasiona te to tendencje do racjonalizacji i desakralizacji.” Powrót pogańskiego światopoglądu do umysłów europejskich elit rozpoczął się, zdaniem Molnara, nie w okresie Renesansu, lecz znacznie wcześniej, na przełomie XIII i XIV wieku/3/. Ziarno suchej racjonalizacji, rzucone w glebę zachodniego chrześcijaństwa przez scholastyków, zaowocowało osłabieniem bezpośredniego przeżycia wiary. Na uniwersytecie w Padwie pojawiła się wtedy grupa uczonych zafascynowanych naukami Awerroesa/4/ i głoszących poglądy bliższe ezoterycznemu pogaństwu niż nauczaniu Kościoła. Łacińscy awerroiści z Padwy (która przetrwała jako prominentny ośrodek intelektualny aż do czasów Renesansu), podobnie jak Ockham i zaciekli nominaliści, jako pierwsi ulegli pogańskiej pokusie, zaś poprzez swój wpływ intelektualny wywarli niezatarte piętno na umysłowości całej średniowiecznej Europy. Nie odrzucali oni w zasadzie chrześcijaństwa, wierzyli jednak, że jest ono jednym z wielu „rodzajów mądrości” oraz że inne jest chrześcijaństwo dla ludu, inne zaś dla wybranej grupy „mędrców”. Renesansowa rewolta przeciw Bogu i obiektywnemu prawu natury nie powstała więc ex nihilo, lecz miała swe źródło w atmosferze intelektualnej schyłku Wieków Średnich. Na kartach swojej książki przedstawia Molnar długi ciąg postaci „chrześcijańskich pogan”: Marsyliusza z Padwy, Mikołaja z Kuzy, Jana Bodinusa, Giordana Bruna, Johannesa Reuchlina, Marsyliusza Ficino, Gianbattistę Vico (który „uczynił historii to, co Spinoza filozofii, a Kartezjusz nauce – radykalnie ją zsekularyzował”). Racjonalny ingredient, nieodłączny od chrześcijaństwa, twierdzi węgierski autor, doprowadzić może do powstania cywilizacji „dyktatury racjonalizmu”, zabójczej dla wszystkiego co objawione, ponadczasowe i tajemnicze. Pogański światopogląd, nigdy ostatecznie nie przezwyciężony, ujawnia się w takich właśnie momentach, kiedy zanika odczuwanie chrześcijańskiej prawdy jako ujętego w symbole mitu. Jest jednak paradoksem, że idee wyznawane przez „chrześcijańskich pogan”, zastosowane w praktyce przynoszą skutek odmienny od zamierzonego – zamiast przywracać utraconą świętość i tajemnicę życia, niszczą jedynie sacrum chrześcijańskiej kultury, przyśpieszając jej sekularyzację.

Spowodowana inwazją scholastyki i myślenia sekularnego do sfery wiary i mitu chrześcijańska desakralizacja miała, jak chce Molnar, swoją logiczną kontynuację w postaci desakralizacji chrześcijaństwa. Zapoczątkowana przez Reformację, okrzepła ona wraz ze zwycięstwem protestantyzmu/5/ w północnej Europie, aby nabrać ponownego impetu w dobie Oświecenia (wystarczy wczytać się w pamiętniki Talleyranda, aby ujrzeć plejadę księży bardziej zajętych dysputami politycznymi czy żywotami mężów antycznych niż swoim powołaniem). Dno zostało osiągnięte w naszej zuniformizowanej epoce pełnej wszelkiego rodzaju ideologicznych herezji, którym w jednakowym stopniu obce jest wszelkie sacrum (marksizm, liberalizm, technologizm, demokracja masowa). „Wygląd współczesnego zachodniego miasta, a nawet wsi przekonuje nas, że religia została w metodyczny sposób wyrugowana z życia ludzi”, pisze Molnar. „Stare kościoły przypominają muzea, nowe – fabryki. Księża wyglądają niczym zapracowani biurokraci, tym bardziej, że nieraz niewiele różnią się strojem od innych ludzi. Kazania naśladują stylem i treścią gazetowe wstępniaki i poświęcane są kwestiom społecznym, gospodarczym i ideologicznym. Całe zaś życie publiczne składane jest na ołtarzu ideologii.”

„Pogańska pokusa” nie jest oczywiście dziełem sentymentalnie skierowanym ku uporządkowanemu światu starej Europy, ani tym bardziej oskarżeniem chrześcijaństwa (choć jego zasadnicza teza jest do pewnego stopnia zgodna z poglądami myślicieli Nowej Prawicy). Byłoby to zresztą dziwne w wypadku głęboko wierzącego katolika i niegdysiejszego wydawcy „Triumpha” – pisma, które wyjątkowo ostro przeciwstawiało się reformom II Soboru Watykańskiego. Molnar pokazuje jedynie, że zanik świętości, poświęcenia, miłości i autorytetu, powszechny hedonizm i totalna uniformizacja, wreszcie repoganizacja myślenia elit nie są skutkami kreciej roboty „Sił Rewolucji w Kościele” czy „braci w fartuszkach”, lecz wynikają z pewnej immanentnej cechy chrześcijaństwa, jego pięty achillesowej, jaką jest bezwarunkowe poddanie wiary dyktatowi rozumu. Pogańska pokusa, ostrzega Molnar, jest zawsze z nami i to najczęściej z naszej winy. Nie należy jednak popadać w pesymizm. Wszak obecna siła neopogaństwa jest jedynie funkcją obecnego kryzysu chrześcijaństwa, nie pierwszego w dziejach, choć z pewnością najgłębszego, zaś jedyne co neopogaństwo może ostatecznie zaproponować to „orientalny mistycyzm – ostatnie słowo postmodernistycznego humanizmu”. Konieczna jest dziś postawa bohaterskiego heroizmu, całkowita duchowa negacja „wartości”, na których opiera się nowoczesność. Działalność samego Molnara, reakcyjnego filozofa, bojowego publicysty politycznego o makiawelistycznym zacięciu i zaciekłego wroga „amerykańskiego mitu”/6/, jest tego dobrym przykładem. Pamiętać też musimy, że – jak pisze Molnar w zakończeniu swojej książki „Bliźniacze siły: polityka i sacrum” – chrześcijanie posiadają nadprzyrodzoną broń, której nie mają inni – Nadzieję.

Przypisy:

[1 ] Jedna z najbardziej typowych pozycji „nurtu schyłkowego”, wydana w 1938 roku książka prof. Mariana Zdziechowskiego nosiła właśnie tytuł „W obliczu końca”.

[2] Obszerną charakterystykę owej „kultury” można znaleźć w eseju Molnara „Kultura atlantycka. Czy można przed nią uciec?”, zamieszczonym w 121 (wrzesień-pażdziernik 1990) numerze monachijskiego pisma „Criticon”.

[3] W tym względzie diagnoza Molnara jest zgodna z opinią jednego z najciekawszych przedstawicieli ezoterycznej prawicy europejskiej, Renę Guenona, który uważał, że jedynym prawdziwie chrześcijańskim okresem w historii Europy była epoka od czasów Karola Wielkiego do początków XIV w.

[4] Awerroesa można uznać za pierwszego teoretyka współczesnej propagandy masowej. Twierdził on, że masom podsuwać należy zwulgaryzowane, literalnie pojmowane nauki Koranu, zaś prawdziwą, niezależną od Koranu naukę duchową trzeba pozostawić „myślicielom”.

[5] Wielkim krytykiem protestanckiego racjonalizmu był Jung, zaś Bierdiajew stwierdził nawet, że protestanccy teolodzy mniej wiedzą o świecie niż pogańscy mędrcy.

[6] Jako przykład postawy odważnie wykraczającej poza granice konserwatywnego getta można podać fakt, że Molnar – ortodoksyjny katolik – współpracuje w dziedzinie amerykanologii z neopogańską grupą GRECE.

.


Odpowiedzi

  1. dzięki za ten tekst, wstyd się przyznać ale o Molnarze nie widziałem nic, teraz na pewno sięgnę po jego książki!


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.