Napisane przez: theorros | 23 Wrzesień 2009

Dlaczego lubię Bizancjum?

.

Odpowiedź na tytułowe pytanie nie jest, wbrew pozorom, łatwa. Nasuwający się zrazu trop wyznaniowy niewiele wyjaśnia. Owszem, jako wyznawca prawosławia chylę czoła przed ogromem teologiczno-liturgicznej spuścizny chrześcijańskiego Cesarstwa Rzymskiego, przed zrodzoną w jego łonie ikonografią i architekturą sakralną, ale wszystkie te „rzeczy” mam niejako na co dzień, odnajduję je w modlitewniku, cerkiewnym nabożeństwie, domowym kąciku z ikonami i w tym codziennym obcowaniu nie odnoszę ich jakoś specjalnie do bizantyjskiego źródła. Zatem trop religijny – może religijno-sentymentalny byłby lepszym określeniem – nie daje odpowiedzi na postawione pytanie..

Po namyślę przyznaję, że główna przyczyna mojej sympatii do Bizancjum leży gdzie indziej. Otóż wschodnie Cesarstwo, zachowując na poły baśniowy, bliski każdemu fascynatowi historii urok dawnych cywilizacji, jest zarazem bliskie temu, co my, współcześni, zwykliśmy nazywać państwem.

Weźmy choćby pod lupę sprawy gospodarcze. Niektórzy twierdzą, że państwowa ingerencja w gospodarkę nieuchronnie kończy się marszem ku ustrojowi totalitarnemu. Jeden pan napisał nawet na ten temat książkę, w której zaczytywał się niegdyś młody Studyta. Przez lata, które minęły od tamtej – a także dzieł jeszcze jednego pana – lektury, Studyta wiele spraw sobie przemyślał, w absolutną słuszność poglądów wzmiankowanych wyżej panów zwątpił a „chrześcijański socjalizm” stał mu się znacznie bliższy. Co więcej, wiele jego śladów odnalazł w państwie Romejów.

To prawda, że położenie geograficzne Konstantynopola sprzyjało koncentracji światowego handlu w tym mieście. Kommerkion, 20% podatek od wartości każdej zawieranej przez zamorskich kupców transakcji (przy czym podatek płaciły obie strony!) zapewniał niebywały dopływ pieniędzy do państwowej i cesarskiej kasy. Bizantyjska biurokracja – zaryzykowałbym twierdzenie, że Bizancjum w swojej ponad tysiącletniej historii więcej zawdzięcza urzędniczej klasie eunuchów niż, znakomitej skądinąd, armii – potrafiła sporą część tego bogactwa przetworzyć w wielkie inwestycje obronne, urbanistyczne a nawet, jak powiedzielibyśmy dzisiaj, socjalne. Ubóstwo w Bizancjum, choć z pewnością wielkie wedle naszej spasionej miary, nigdy nie osiągnęło rozmiarów dramatycznych, zagrażających stabilności społecznej. Historia to w dużej mierze zapis katastrof spowodowanych tym, że biednym pozwolono upaść zbyt nisko. Niech pamiętają o tym wszyscy bezrefleksyjni krytycy „socjalu” i „państwa-niańki”. Bizantyjczykom udało się tego typu katastrof uniknąć i chwała im za to.

Podoba mi się też bizantyjska mobilność na drabinie społecznej. Całkiem pokaźny odsetek bazyleusów i patriarchów wywodził się z prostych, ubogich rodzin. Ot, choćby św. Justynian Wielki i jego żona Teodora. Albo cesarze z dynastii macedońskiej i paflagońskiej. Święci patriarchowie Mikołaj Mistyk, syn niewolnicy, i Jan Postnik, syn rzemieślnika robiącego w marmurze (awans rzeźbiarza do rangi artysty to stosunkowo świeża sprawa). I jeszcze wielu innych można by dodać do tej listy. W Bizancjum księża parafialni mieli obowiązek prowadzenia szkółek dla dzieci i zapewne to oni „wyławiali” co zdolniejszych uczniów i rekomendowali ich wyżej. Do cesarskiego sierocińca Orphanotrophos, kuźni „państwowych menedżerów” położonej w pobliżu Wielkiego Pałacu, trafiały szczególnie uzdolnione sieroty. Awans społeczny, mimo formalizmu tego społeczeństwa, nie był dla zdolnych ludzi z gminu zamknięty, w odróżnieniu od społeczeństw feudalnych.

Glosa: Nie jestem bynajmniej wrogiem feudalizmu, w pewnych okolicznościach to zdecydowanie najlepszy ustrój. Zresztą i Bizancjum miało swój epizod feudalny w postaci wojskowego osadnictwa ormiańskiego w Anatolii, które umożliwiało przez długi czas odpieranie najazdów arabskich i perskich. Ale bizantyjska otwartość na awans społeczny, świadcząca o tym, że mimo ciągłej niestabilności na szczytach władzy (w końcu co trzeci bazyleus nie umarł we własnym łóżku lub na polu bitwy, wielu zmarło na skutek powikłań po nagłych operacjach okulistycznych) dbano tam o interes państwa pojmowanego jako holistyczna wspólnota, imponuje mi.

Podoba mi się harmonijne bizantyjskie połączenie dziedzictwa greckiego i rzymskiego z chrześcijaństwem. I „postmodernizm” urbanistyczny Polis, gdzie obok sanktuariów, monasterów i relikwii pełno było antycznych posągów a delficki trójnóg zdobił stadion hipodromu.

I to, że bazyleus po zwycięskiej kampanii odbywał triumf, podobnie jak jego rzymscy poprzednicy.

I to, że na Makros Embolos, ulicy luksusowych butików owych czasów, sprzedawano obcokrajowcom malowane na szkle miniaturki z wizerunkiem bazyliki Hagia Sophia.

I to, że w odróżnieniu od wielu współczesnych państw, Bizancjum potrafiło radzić sobie z nadmierną samowolą swoich „oligarchów”.

I, last but not least, że Bizantyjczycy nigdy nie dostali zawrotu głowy od czytania Arystotelesa, bo nigdy nie musieli go odkrywać. Co za tym idzie inna była u nich relacja filozofii i teologii… Ale to już inna historia.

Podoba mi się wreszcie stosunek Bizantyjczyków do wojny. To, co tak dziwiło wielu zachodnich rycerzy czyli fakt, że Romeje woleli kupować pokój niż walczyć, nie było wcale oznaką dekadencji czy słabości Bizancjum. Kiedy dochodziło do walki, Bizantyjczycy nie byli przecież łatwym przeciwnikiem. Opłacanie pokoju wynikało z zaawansowanej chrystianizacji Cesarstwa, w którego świadomości tkwiło ugruntowane w teologii Ojców Kościoła przekonanie, że przelew krwi jest zawsze grzechem, nawet jeśli walczymy w obronie lub innym sprawiedliwym celu. I że warto czasem uszczuplić nieco państwową kasę, żeby eskalację tego grzechu powstrzymać. Oczywiście, jeżeli stan kasy na to pozwala. Cesarstwo, wówczas najbogatsze państwo chrześcijańskiego świata, miało taką możliwość.

Jest smutnym faktem, że wzajemna niechęć „Romejów” i „Franków” narastała przez wieki. Pierwsi, co tu kryć, z wyższością spoglądali na nieokrzesanych – choć „okrzesujących się” ze stulecia na stulecie – łacinników, drudzy w zetknięciu z misterną machiną państwową, luksusami i zamożnością Cesarstwa, często reagowali zazdrością i zarzucali „Grekom” zniewieściałość, chytrość i inne grzechy. Biskup Liutprand z Cremony, poseł cesarza niemieckiego z satysfakcją opisuje paskudne w smaku danie z duszonego w sosie rybnym koźlęcia, gdyż trudno mu znaleźć coś innego co mógłby w Konstantynopolu skrytykować. Przybycie do Niemiec księżniczki Teofano, wydanej za cesarza Otona II, wywołuje nad Renem zgorszenie. Młoda cesarzowa nie tylko przywykła do codziennej kąpieli, jedwabnych szat i biżuterii o orientalnym rozmachu, ale ma też zwyczaj czytania książek a przede wszystkim używa do jedzenia złotego widelca!

Pewnie takie właśnie sprawy legły u podstaw czarnej legendy Bizancjum, która swoją kulminację osiągnęła w słynnej pracy Gibbona i odpisujących od niego historyków wieku pary i elektryczności. Dziś mamy ten niechlubny okres w historiografii za sobą, można wręcz powiedzieć, że żyjemy w czasach prawdziwego rozkwitu bizantynistyki i rehabilitacji Bizancjum. Może jest tak dlatego, że coraz więcej ludzi dostrzega jak podobne do współczesnych państw było wschodnie cesarstwo rzymskie?

Polis

.


Odpowiedzi

  1. 1. socjal – ciekawe czy jeśli użyć tej kategorii w sensie porównawczym – to Bizancjum miało prawnie rozłożone preferencje na wszystkie grupy, czy tak jak w przypadku organizacji systemów współczesnych na pewnego rodzaju “kasty”?
    2. panowie o których wspominasz, stworzyli dość porywające koncepcje, ale co ciekawe ich wyznawcy i wdrażający po-przez niektóre sytuacje i organizacje – zazwyczaj hołdują “starej etatystycznej zasadzie” i warunki kontraktów mają bardzo “socjal”. Choć jest “coś”, w nazwijmy to Przygodach Jonatana Poczciwego, że czasem z jakiegoś powodu wydaje się racjonalne. Zazwyczaj właśnie w obliczu “upadku” podatkowej polityki pro publico bono.
    Ale ciekawa argumentacja.
    3. Gibbon – a to i prawda. Sama po części jestem ofiarą:-) No i pozostaje jeszcze struktura języka: “bizantyjski” jako negatywne określenie. Ostatnio tak zastanawiałam się nad słowem “cham” podobnie dziwne losy spotkały chama.

  2. Właśnie mnie to zawsze zastanawiało, czy ty Studyto masz taką wiedzę o tym Bizancjum, czy też jesteś subiektywny, bo to chyba nie było tak, że kraj ten jedynie cnotą władzy opływał. Jedna z żon, nie pamiętam, która jest wspominana jako despotka i tyranka, uprawiająca bezwzględną walkę z przeciwnikami politycznymi, intrygantka etc. Tak, dla przykładu.

    Ps: Na mym blogu dałem b. ciekawy cytat z Nietzschego wraz z komentarzem.

  3. Zabrakło mi trochę krytyki, no ale to wpis “Dlaczego LUBIĘ Bizancjum”. A co do końca epoki błędów i wypaczeń w historiografii traktującej o cesarstwie bizantyńskim – są jakieś fajne publikacje wolne od uprzedzeń i zaczadzeń?

  4. “Teokracja bizantyjska” Steve Runciman
    “Teologia bizantyjska” o.John Meyendorff
    “Cesarstwo bizantyjskie” Robert Browning

  5. A bizantyjskie okrucieństwo? Dzicy frankijscy królowie i baronowie umierali jednak najczęciej w łóżkach lub na polu bitwy. A jeśli na szafocie – to w wyniku szybkiego ciosu miecza lub topora. A bazyleusi lub insi dostojnicy? Brrr…

    Nawet ludy stepowe uśmiercały swych wrogów lub upadłych wodzów szybko, sprawnie i bez zbytnich poniżeń. Turcy swego słynnego okrucieństwa nauczyli się od Greków.

    Enrico Dandolo całe życie nie mógł zrozumieć, że posła można oślepić i wykastrować. I na tej danej mu lekcji lekcji Konstantynopol nie wyszedł dobrze, być może do dziś byłby grecki.

    I last but not least – bizantyjskie podatki. Dżizja i haradż w tureckim podboju imperium były bronią nie gorszą niż krzywa szabla.

  6. los@
    okrucieństwo, o którym piszesz jakoś nie odbiega aż tak bardzo dalece od palety ulubionych metod naszego gatunku. Ostatnio, vide Balkan Horror Show też bywało “wesoło”. Zresztą, czy tylko tam?

  7. Swiat ma kolory i odcienie Pat, nie jest jednolicie szary. Były ludy bardziej okrutne i mniej.

  8. Losie, Konstantynopol nigdy, przenigdy nie był grecki.

  9. Na początku podkreślę to, na co zwrócił uwagę Loyolny: to jest wpis o powodach, dla których lubię Bizancjum a nie próba bezstronnego opisu cywilizacji bizantyjskiej. A teraz będę jechał po kolei.

    Pat@ – socjal był nakierowany na ubogie warstwy społeczeństwa, w dużej mierze była to kontynuacja rzymskiej polityki dokarmiania proletariatu (w końcu mamy do czynienia ze schrystianizowanym, ale jednak Rzymem). Do tego, na prowincji, dochodził „socjal” ze strony monasterów, ale to akurat nie jest specyfika bizantyjska a sprawa w historii chrześcijaństwa powszechna.

  10. Radek@ – mam wiedzę o Bizancjum i jestem subiektywny, szczególnie w tym wpisie (dlaczego, patrz wyżej). Zresztą obiektywizm w pisaniu o historii to rzecz niemożliwa do osiągnięcia – co nie znaczy, że należy kłamać :-)

  11. Loyo i Dante@ – jest jeszcze sporo innych dobrych pozycji, np. Wielki Kościół w niewoli Runcimana, rzecz niby o życiu chrześcijan w Imperium Osmańskim, ale prawie połowa książki poświęcona jest życiu społecznemu i kulturalnemu Bizantyjczyków przed podbojem tureckim. Do tego całe mnóstwo monografii nieprzełożonych na polski, np. Constantinople Jonathana Harrisa, Byzantium: The Surprising Life of a Medieval Empire Judith Herrin albo Daily Life in The Byzantine Empire Marcusa Rautmana. Ze starszych, wydanych po polsku rzeczy warto sięgnąć po Ostrogorsky’ego i Haussiga.

  12. los@ – różnie z tymi królami bywało na wschodzie i na zachodzie. Pewien francuski król –samozwaniec trzymał prawowitych następców tronu w klatkach zbudowanych tak, żeby chłopcy nie mogli ani usiąść ani stanąć. I od czasu do czasu kazał wyrywać im po ząbku. Zresztą w glosie wspomniałem o zgonach wywołanych nagłymi „operacjami okulistycznymi” (nie zawsze były to zgony, nieraz kończyło się dożywociem w monasterze w charakterze mnicha-ślepca). Innych okrutnych egzekucji bazyleusom nie fundowano, zwykle jednak ginęli od sztyletu albo miecza. A jeden cesarz nazwiskiem Argyros to się nawet w basenie pałacowym utopił, bo go żona nie kochała. Ale gdybym pisał o tym, czego w Bizancjum nie lubię to na pewno wspomniałbym o problemie sukcesji – w sumie to też odwieczny rzymski problem.

    Co do owego domniemanego okrucieństwa Bizantyjczyków, tu znów dostępne materiały historyczne nie pozwalają na czarno-białą charakterystykę. Kiedyś pisano historię z punktu wodzenia wielkich wodzów, ich batalii, intryg itd. Stąd pewne wydarzenia były naświetlone bardzo mocno, ale tak pisana historia niewiele mówiła o tym, jak żyli ludzie i jak funkcjonowało prawo w ich codziennym życiu. Tymczasem okazuje się, że system prawny w Bizancjum był, szczególnie w sprawach cywilnych, dość humanitarny. Nie ma porównania np. ze średniowiecznym prawem niemieckim.

    I wreszcie podatki. Owszem, w Bizancjum były wyższe, ale też dawały większe korzyści ogółowi społeczeństwa. Odpadnięcie Egiptu od cesarstwa miało wiele przyczyn, ważniejszych niż obciążenia podatkowe. Po prostu Egipt miał potężne ciągoty separatystyczne, na pewno jakoś tam uzasadnione historycznie. Myślę, że nawet koptyjski monofizytyzm miał w dużej mierze źródło w tym egipskim dążeniu do niezależności. A nawet gdyby podatki były niższe to i tak Herakliuszowi, wyprutemu po bataliach z Persją, nie udałoby się powstrzymać Arabów przeżywających właśnie swój okres pasjonarny.

    Podsumowując: jestem zdania, że w Bizancjum było równie kiepsko jak wszędzie tylko trochę lepiej.

  13. Książka Herrin właśnie ukazała się po polsku.

  14. W Bizancjum nie było tak kiepsko jak gdzie indziej – poziom ekonomiczny Cesarstwa sprzed upadku został osiągnięty dopiero przez Wenecję i Florencję jakieś 200 lat później a z większych państw przez Francję i Anglię w XVIII wieku. Po czem Francuzi cofnęli się jakieś sto lat i znowu dogonili Bizancjum w wieku XIX.

    Konwencję nazywania Wschodniego Cesarstwa Rzymskiego neologizmem Bizancjum nie bardzo lubię ale rozumiem, że jest ona jednak ustalona.

  15. Dzięki za podanie namiarów na wartościowe książki, sięgnę po nie.

    Aha, czy zauważyłeś Studyto mą prośbę o dodanie mego bloga do linków? Ja twojego mam w swoich, obiecuję też, że będę go solidniej prowadził, bez słomianego zapału.

    Ps: wstawiłem nową ciekawą jak mam nadzieje notkę o laicyzmie.

  16. A mnie w tym wpisie najbardziej zainteresowały wizerunki bazyliki malowane na szkle. Masz może jakieś zdjęcia zachowanych egzemlparzy w zanadrzu?

  17. Niestety nie, czytałem o tym tylko. Popularne były też medaliki z bazyliką, zdaje się, że tańsze.

  18. coś w tym Bizancjum jednak jest…

  19. zapomniał pochwalić obrazu Halic’a czy jak to się odmienia… z którego to wieku? Aja sofia, aja irena pięknie znowu wraca tęsknota.

  20. Fajny tekst. Na polskim prawym skrzydle ;-) ciągle obowiązuje niestety wykładnia Konecznego na ten temat, która jest w istocie raczej zbiorem przesądów XIX wiecznej historiografii (straszne głupoty kiedyś na marginesie pewnego wywiadu w starej Machinie o Bizancjum opowiadał Robert Tekieli).
    Sam Bizancjum też bardziej kocham niż nienawidzę:-) Chyba za próbę synkretyzmu tego co hellenistyczne z tym co rzymskie. Z drugiej strony trudno mierzyć Bizancjum jedną miarą. W tym sensie, że wbrew łacińskim stereotypom to nie był cywilizacja i kultura “constans” tylko bardzo zmieniała się w czasie. Gdyby to ode mnie zależało;-) Konstantynopol byłby dzisiaj stolicą Grecji, a periodyzacja historii byłaby taka, że datą końca Antyku była by śmierć Justynian:)

    @Konwencję nazywania Wschodniego Cesarstwa Rzymskiego neologizmem Bizancjum nie bardzo lubię ale rozumiem, że jest ona jednak ustalona.

    Od pewnego momentu jest nawet imvho wskazana;-)

    Pozwalam sobie też Studycie oraz szanownej publiczności tego bloga polecić dylogię będącą literacką wariacją losów Justyniana, Teodory, Belizariusza oraz historii budowy Kościoła Mądrości Bożej – “Sarantyńska Mozaika” (“Pożeglować do Sarancjum”, “Władca Cesarzy”) Kaya. Literatura piękna to aksjomat w tym przypadku:)

  21. Ja w ogóle tego zamiłowania na prawicy do Konecznego nie znoszę, acz rozumiem – trzy pojęcia jak cepy do wyjaśniania wszystkiego dookoła – nie może się prawicowcowi nie spodobać.

  22. Jeszcze zaspamuję linkiem do tekstu o tej dylogii napisanego przez Wybrankę Mego Serca ;-):

    http://www.kamil78.dami.pl/moz.htm

  23. Czytałem tylko pierwszy tom, który, obok “Tigany”, uznaję za najlepsze dzieło Kaya. A drugi jakoś mi umknął, chyba czas poszukać go na allegro.

  24. A najzabawniejsze, że stada tępych acz wiernych wyznawców nadal twierdzą uparcie, że jest zapoznany, trzeba go przywracać etc. ;-)))
    Skądinąd niejedyny to w ostatnim 20-leciu w Polsce przypadek, że nadrukowanie książek przez choćby marnych edytorsko i przez niszową oficynę stworzyło pewien wyraźny fenomen historycznoideowy.

    Ale poza wszystkim samego Konecznego czytać warto, nie przejmując się jego kopistami, bo znajdzie się tam mnóstwo obserwacji i interpretacji dalece wykraczających poza banalność opokowego strychulca.
    Pod tym względem za bodaj najciekawszych uważam “Świętych w dziejach narodu polskiego”, przez akolitów lekceważonych jako rodzaj popularyzacji teorii miszcza w formie hagiografii, a w istocie o wiele ciekawszych niż bardziej znane i do znudzenia cytowane główniaki.

    Wreszcie, mitem jest jego nieobecność w obiegu naukowym i, szerzej, intelektualnym. Głąby po prostu nie mają pojęcia, jak wiele wspomnień o nim, i to ciepłych, można znaleźć w pismach czołowych pisarzy historycznych XX wieku, by nie być gołosłownym – choćby w “Pamiętniku” ostatnio znowu modnego Jasienicy.

  25. Również przychyliłbym się do tego stwierdzenia, że jest to spora niesprawiedliwość dziejowa, że Konstantynopol nie jest Grecki, no ale tak się ułożyła historia w XIX i XX wieku, że niestety Grekom nie udało się go jak dotąd zdobyć…

  26. No faktycznie grecki nie był, był rzymski bo Bizantyjczycy byli Rzymianami (wschodnimi)…

  27. [...] Dlaczego lubię Bizancjum [...]


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.