Napisane przez: theorros | 26 Styczeń 2011

Czas zawinąć do portu

Wszystko na świecie ma swój koniec tylko kiełbasa ma dwa, mawiają w Wiedniu. Swojego  końca doczekało się też internetowe zjawisko znane jako „Studion” lub „blogi Studyty”.

 

Nie chcę rozpisywać się szerzej o przyczynach mojej decyzji. Bloguję już ponad pięć lat, to w internecie cała wieczność, więc w grę wchodzić może zwykłe zmęczenie tą formą komunikacji. Inny powód ma charakter ściśle prywatny, dużo ostatnimi czasy zmieniło się w moim spojrzeniu na świat, proces przewartościowania jest w toku a ostatnią rzeczą, której bym sobie życzył byłoby dokumentowanie tych rozmyślań w postaci internetowego notatnika. Zatem, koniec Studionu ale, mam nadzieję, nie koniec Studyty.

Nie zamierzam rezygnować z publikowania (choć raczej na papierze), być może po pewnym czasie powrócę do jakiejś formy obecności w internecie, jednak powrotu do blogowania nie przewiduję.

Blogów kasować nie będę, niech sobie wiszą i upiększaja blogosferę.

Jako prezent dla czytelników przygotowałem wybór wpisów z trzech odsłon bloga, które dziś wydają mi się najbardziej godne uwagi z całego studionowego dorobku. Dziękuję za wszystkie komentarze, maile i rozmowy o wpisach z ostatnich pięciu lat. Mam nadzieję, że coś dobrego z nich wynikło, dla Was i dla mnie. The road goes ever on and on…

.

O cywilizacjach Ducha i Prawa

Capriccio alchemiczne

Teografia

Parę słów o labiryntach

Mowa symboli w dawnych czasach

Udane varia

Studyckie „kazanie” na święto Epifanii

W obronie Wysp Normandzkich

Prababka Teodora

Jeszcze jedno „kazanie”, tym razem o Samarytance

Wiersz o smokach

Trudno dostępne poezje Odiseasa Elitisa

Stwory ciemności a teologia moralna

Jamblich i estetyka współczesna

O platońskich skłonnościach Yeatsa

Dziesięć herezji dla współczesnego człowieka

Luźne refleksje o Nietzschem

Pochwała map

Rozważania o szkodliwości chrześcijańskiego rygoryzmu:

Część I

Część II

Intelektualista jako namiestnik Gondoru

Dlaczego nie wierzę w tzw. prawo naturalne

Inne udane varia

O greckiej państwowości

List do George’a Busha na zakończenie prezydentury

Siedem albumów formacyjnych

Bizantyjskie źródła opowieści o św. Graalu?

Dlaczego lubię Bizancjum

Paradoksy rosyjskiej historii

Jedna z części większej całości, która, mam nadzieję, ukaże się w wersji papierowej

Cykliczny charakter rosyjskiej historii najnowszej

Pochwała gry królewskiej

.

Napisane przez: theorros | 7 Styczeń 2011

Wypisy

1

 

Jak podaje w swoich memuarach generałowa Butkowska, car Mikołaj I zwrócił się kiedyś z następującymi słowami do następcy tronu, przyszłego cara Aleksandra II: – Wydaje mi się, że w całej Rosji tylko ja i ty nie kradniemy.

Czytaj dalej…

Napisane przez: theorros | 31 Grudzień 2010

Się skończył

Rok 2010, annus horribilis dla kraju i świata (Smoleńsk i to co z niego wynikło, Haiti, wyciek ropy w Zatoce Meksykańskiej, Rosja w ogniu, Euroland zjeżdżający po równi pochyłej wyściełanej żyletkami) prywatnie okazał się bardzo udany dla piszącego te słowa. A ponieważ, parafrazując Tołstoja, wszystkie szczęśliwe lata są do siebie podobne, to ten wpis podsumowujący miniony rok będzie krótki.

Czytaj dalej…

Napisane przez: theorros | 23 Grudzień 2010

Świąteczny

Czytam sobie różne artykuły w internecie, słucham co mówią ludzie w pracy i nie w pracy i widzę, że z roku na roku Święta Narodzenia Pańskiego stają się dla ludzisków coraz większym balastem. I nawet ich rozumiem, bo w czasach obfitości taniego żarcia (tak, żarcia właśnie) mało kogo podniecić może perspektywa żarcia jeszcze większego. Do tego dochodzą odwieczne problemy, kto w tym roku ma lepić uszka a kto upiec makowiec. Albo gdzie kupić gotowe wyroby przypominające smakiem te domowe. Wysyp z hipermarketowego rogu obfitości zabił w nas umiejętność biesiadowania.

 

Ale pozostawmy na boku ludzkie sprawy. Tak się bowiem składa, że świętują nie tylko ludzie i zwierzęta, którym zdarza się raz do roku palnąć coś ludzkim głosem (nie chciałbym usłyszeć co myślą o mnie moje koty). Z punktu widzenia kalendarza liturgicznego nadal funkcjonujemy w systemie geocentrycznym a cykliczne ruchy ciał niebieskich beznamiętnie odzwierciedlają historię świętą. Niebiosa głoszą chwałę Boga, dzieło rąk Jego nieboskłon obwieszcza. Świętujemy narodziny św. Jana Chrzciciela, największego między zrodzonymi z niewiasty, 24 czerwca, w dniu, gdy noc jest najkrótsza a dzień najdłuższy. Od tej chwili przesilenia, światła dziennego stopniowo ubywa, aż do dnia, w którym noc jest najdłuższa. Natura stanowi w tym przypadku ilustrację słów Poprzednika: potrzeba, żebym ja malał, a on, żeby wzrastał. Zbawiciel przychodzi pośród zimowej ciemności, bo jest światłością świata a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła.

 

Ciała niebieskie są jak aniołowie, wierne i niewzruszone. Przynajmniej one nigdy nie zawodzą Zbawiciela.

 

Chrystus się rodzi, nas oswobodzi… Czego życzę wszystkim Czytelnikom tego bloga a przy okazji i sobie.

 

.

Napisane przez: theorros | 8 Grudzień 2010

Wiki-cieki

Działalność portalu Wikileaks, która doczekała się już swojsko brzmiącej nazwy Cablegate, umyka na razie jednoznacznej ocenie. Przede wszystkim nie wiemy co jeszcze Assange i jego ludzie mają w zanadrzu. Na razie opublikowane przez nich wycieki to jednak mały deszczyk z wielkiej chmury. Nawet rewelacje cięższego ponoć kalibru, takie jak depesze z informacjami o poparciu przez rządy krajów arabskich planu bombardowań irańskich instalacji nuklearnych, były tajemnicą poliszynela wśród dziennikarzy zajmujących się Bliskim Wschodem.

 

Informacje, które upublicznił Wikileaks, przechodzą na świecie przez ręce kilkunastu tysięcy osób. W tak licznym gronie nietrudno znaleźć osobę, która, kierowana najróżniejszymi pobudkami albo po prostu fachowo przyciśnięta, podzieli się swoją wiedzą. Wywiady toczą między sobą grę, każdy ma swoich kretów w konkurencyjnych firmach, można więc przypuścić, że duża część wiki-cieków nie była tajemnicą dla służb specjalnych wielu państw.

 

Czy wyraźna wściekłość elit była spowodowana tym, że ujawniono to, co miało pozostać tajne? Że okazało się, że w Departamencie Stanu nie pracują sami tytani intelektu? Że, oprócz informacji strategicznych, ujawniono całą masę smakowitych wpadek z życia prywatnego możnych tego świata? Że Rosjanie opowiadają od kilku dni dowcipy o Batmanie i Robinie? To oczywiście odpowiedź, która narzuca się sama. Tyle, że taka odpowiedź nie wyczerpuje, moim zdaniem, problemu. Bezprecedensowa w swojej gwałtowności reakcja (jak inaczej określić publiczne wezwania niektórych polityków do fizycznej likwidacji Juliana Assange’a albo proponowane przez niektórych amerykańskich publicystów rozszerzenie pojęcia zdrady interesów USA na osoby nie będące obywatelami amerykańskimi?) ma głębsze korzenie. Nieskromnie przypomnę, że szmat czasu temu śp. „Stańczyk”, obserwując intensyfikację „wojny z terrorem” na początku lat 90, przewidywał, że stanie się ona początkiem końca ery liberalnej demokracji. I rzeczywiście, od czasu pierwszej wojny irackiej, świat został ciasno opleciony e-siecią kamer, podsłuchów, monitoringów i internetowych węszycieli. W ramach walki o bezpieczeństwo, wojny z terrorem, narkotykami i czym tam jeszcze chcecie, coraz trudniej znaleźć sobie miejsce, w którym nie obserwowałoby nas zawsze czujne Oko Saurona. Jesteśmy w trakcie budowy Instytutu opisanego przez Lewisa w „Tej Ohydnej Sile”. Póki co poruszamy się jeszcze po mieście bez problemów ale…

 

RAZ zwracał niedawno uwagę, że Zachód coraz częściej inspiruje się rosyjskim modelem państwa niedemokratycznego lecz posługującego się procedurami demokratycznymi. Analizuje się też coraz częściej polityczne modele azjatyckie, nawet – choć nikt nie mówi o tym głośno – chiński. Na naszych oczach powstaje Międzynarodówka Postdemokratyczna. Assange, ten „nowy Osama Bin Laden”, stał się wrogiem publicznym nie dlatego, że opublikował jakieś tam tajne depesze. Do prawdziwych cymesików Wikileaks i tak nie ma dostępu. Jego winą jest to, że  ośmielił się dokonać wyłomu w murze „globalnej transparentnej demokracji sterowanej”. Wydawać by się mogło, że inicjatywa typu Wikileaks to sztandarowy przykład tego, jak powinno działać świadome swoich wartości, obywatelskie Społeczeństwo Otwarte, uwolnione od demonów autorytaryzmu i totalitaryzmu. Jej twórca powinien być wynoszony pod niebiosa. Krwiożercza reakcja na działalność portalu Assange’a pokazuje, że rzeczywistość jest dokładnie odwrotna. Demokratyczna fasada sypie się coraz szybciej. Czego zresztą, jako człowiek od lat żywiący do demokracji uczucia dalekie od ciepłych, specjalnie nie żałuję. Gorzej, że to, co szykuje się nam zamiast, nie jest od niej lepsze.

.

Napisane przez: theorros | 8 Grudzień 2010

Pepičkovo, revisited

Odświeżyłem sobie ostatnio „Gottland” Szczygła, czytając drugie wydanie, poprawione i nieco rozszerzone. Na marginesie lektury krótka refleksja o międzywojennych Czechach jako ułomnym imperium. Jeśli założymy, że imperium to organizm państwowy, w którym peryferia zamieszkują inne ludy/narody niż metropolię to Czechy Masaryka były czymś, co można nazwać mikro-imperium. Wielonarodowy spadek cesarstwa Habsburgów spoczął właśnie na barkach Czechów: dwa i pół miliona Niemców sudeckich, trudni we współpracy Słowacy, duża i sfrustrowana mniejszość węgierska przywiązana do swoich Górnych Węgier, na okrasę Rusini i Hucułowie w Beskidach i Rusi Zakarpackiej. Tymczasem Czesi chcieli po prostu mieć własne państwo, chcieli tak samo jak Polacy choć walczyli o nie w inny od nas sposób, pozytywistycznie, poprzez edukację i ekspansję gospodarczą. Po dziś dzień słowo vysokoškolák, określające absolwenta wyższej uczelni, ma wśród Czechów specjalny wydźwięk. Obsesja, żeby być lepszym albo przynajmniej równie dobrym jak Niemiec przyniosła Czechom wiele dobrego: przed I wojną Czechy należały do najwyżej rozwiniętych i najzamożniejszych rejonów Austro-Węgier. Ale pasjonarności, niezbędnej do przewodzenia wielkim projektom politycznym i metapolitycznym (bo imperium to pojęcie z pogranicza polityki i metafizyki) zabrakło Czechom już pod koniec średniowiecza i jeśli istniała jakaś forma państwowości, która była dla nich nieodpowiednia to była to właśnie forma imperialna, nawet realizowana na małym skrawku ziemi. Ironia historii: na czele mikroimperium stanął naród najmniej do takiej misji predestynowany. Nic dziwnego, że po błyskawicznym kolapsie  państwa w 1938 roku jedyna misja jaka Czechom pozostała to kultywowanie ironicznego dystansu wobec wszelkich historycznych misji.

.

Napisane przez: theorros | 3 Listopad 2010

Świat jak partia szachów

.

Znajomi „z realu” wiedzą, że z zamiłowaniem grywam w szachy. Zamiłowanie  nie przełożyło się na szczęście na sukces sportowy. Jestem dość przeciętnym graczem, osiągającym w chwilach wyższej formy siłę gry II kategorii szachowej a kiedy formy brakuje (czyli zazwyczaj) – kategorii III. Ale nie o szachowych rankingach chcę dziś napisać tylko o czymś, co z pewną przesadą można by nazwać „metafizyką szachów”.

Jeden z moich znajomych (nazwijmy go po prostu Profesorem), człowiek o dużym temperamencie polemicznym, powiedział mi kiedyś, że nigdy nie polubił szachów gdyż jest to gra zbyt brutalna i agresywna. To niewątpliwie trafna obserwacja. Kiedy indyjski poseł wręczał królowi Nuszirwanowi kosztowny komplet szachów, powiedział: „ta gra jest obrazem wojny”. Celem gry jest zamatowanie króla przeciwnika, zadanie mu śmiertelnego ciosu – szacha, przed którym nie ma obrony. Szach mat w języku perskim oznacza „król jest martwy”. Z tego powodu szachy często porównywane są do bitwy. To porównanie nie jest do końca trafne ale oddaje militarne napięcie, które towarzyszy dobrze rozegranej partii.

Czytaj dalej…

Napisane przez: theorros | 19 Październik 2010

Wniosek

Po uważnej lekturze wiodących portali informacyjnych doszedłem do jedynego słusznego moralnie wniosku: za morderstwo w Łodzi odpowiadają PiSowcy, bo przecież gdyby ich nie było, nie trzeba byłoby ich zabijać (dorzynać).

.

Napisane przez: theorros | 1 Październik 2010

10

Na dziesiątą rocznicę nieplanowany obiad ze Studytową w „Chianti”. Mała dyspensa na carpaccio z kaczki i saltimboccę, do tego sałatka z owoców pomorza w zalewie oliwno-czosnkowej i mule w winie. Wszystko to z butlą zacnego sardyńskiego Vermentino. Słoneczna kuchnia na pochmurny dzień. To już dziesięć lat :)

.

Napisane przez: theorros | 30 Sierpień 2010

Cykle

Mam w domu lemura zwanego Rollo. Lemur jest zwykle małomówny jednak od czasu do czasu bierze go chęć na imprezę. Pijemy wtedy sudański bimber z pulpy daktylowej i rozmawiamy o tym, co dla ludzi i lemurów ważne i ciekawe. Wczoraj,  po osuszeniu drugiej flaszki, temat rozmowy jakoś sam z siebie zszedł na Rosję.

Widzisz, rzekł nagle Rollo, drapiąc się lewą tylną łapą za prawym uchem, wydaje mi się, że historię polityczną Rosji porewolucyjnej można zamknąć w kilku piętnastoletnich z grubsza cyklach, z których każdy wyróżniał się innym sposobem sprawowania władzy.

A niby skąd ten pomysł, mruknąłem, drżącą ręką sięgając po trzecią butelczynę daktylowego nektaru.

Czytaj dalej…

Starsze pozycje »

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.